Motywacja

To jest niesamowite

1 stycznia. Trzeba zmienić kalendarz na ścianie, z każdej strony atakowany jesteś podsumowaniami i noworocznymi postanowieniami. Spoglądam na ostatnich 365 dni, to był niesamowity rok. Rok niespodziewanych zdarzeń, spotkań, wielu radości i przypływu euforii. Na szczęście nie zabrakło też zimnych pryszniców, kubłów wody, które stawiały na nogi w momentach, gdy zaczynałem wierzyć że mogę wszystko. Nie mogę, a przynajmniej nie tak łatwo, jak mi się wydawało.

Gdy w styczniu odwiedzałem Zalew w Lubachowie, nie sądziłem, że przeżyję tak wiele wspaniałych momentów, że poznam tyle wspaniałych i motywujących osób. Tych kilka artykułów, które linkuję poniżej najlepiej to opisują.

Wciąż odkrywać nieznane

– Jaki ja głupi jestem – pomyślałeś o sobie stojąc na dworcu i czekając na pociąg nazywany już przez wielu podmiejskim, choć jadący z Zielonej Góry. Instynktownie sprawdzasz zawartość portfela, tak jakbyś coś przeczuwał. Gdzie moje dokumenty? Nerwowo przeszukujesz zawartość portfela uświadamiając sobie, że wczoraj zostawiłeś wszystko w drugiej kurtce. Wszystko przez wiosnę. Szlag by to trafił. Do odjazdu zostało mniej więcej 10 minut, to tak na styk by w biegu wrócić do domu i zabrać swoją zgubę. Ale nie z bagażem. Nie masz czasu na zastanawianie się, pędem ruszasz z powrotem licząc na cud. Na szczęście okazuje się, że Twój pojazd złapał opóźnienie (tak, to już nie jest takie oczywiste) i szczęśliwym zbiegiem okoliczności udaje Ci się zdążyć.

Usłyszeć ciszę

Nie mam czasu. Powtarzam sobie to stwierdzenie coraz częściej. Codzienna gonitwa, dziesiątki nieodebranych połączeń i niezałatwionych spraw na głowie. Życie nakazuje nam przyjąć taki nurt, który jest odwrotnie proporcjonalny do ludzkiej natury. Lubię ciszę. Nie taką z przymusu, ale taką z wyboru. Uciekam z miasta, z galerii handlowej, czy nawet z zatłoczonego parku. Zbyt wiele ludzi i nieznośnego hałasu. Nie można się skupić. Nie można się odizolować. Wsiadając na rower, nigdy nie zakładam słuchawek, nie puszczam Iron Maiden. Słucham ciszy.

Zimny prysznic – czyli o #rtp2019 słów kilka

Krok po kroku wciąż idę do góry. Niemożliwe – mówię przeklinając w duchu – przecież wspinam się od dobrych 20 minut, a Wahoo pokazuje że wciąż mam 2 kilometry do szczytu. Przed sobą widzę tylko mgłę, która całkowicie burzy mój – i tak – słaby zmysł orientacji w terenie. Ledwo dostrzegam przednią krawędź koła. Błądzę nogami po niepewnej nawierzchni, kilkukrotnie sprawdzając czy na pewno jestem jeszcze na asfalcie. Wiele razy próbowałem zdobyć Stóg Izerski w jego najcięższej wersji, ale nigdy nie udało mi się to nawet przy „pustym” rowerze. Teraz przyszło mi zrobić to w najgorszych z możliwych warunków, a i tak „z buta”.

Z punktu A do punktu B

– A ile by to było do tego Świnoujścia? – i długo się nie zastanawiając odpaliłem RidewithGPS łącząc dwa punkty na mapie. 449 kilometrów – To tak w sam raz na sobotnią wycieczkę – pomyślałem, zupełnie nie mając świadomości, że tak szybko wykorzystam ten ślad na trasie.

Gdyby góry mogły mówić…

Mijam ten zakręt po raz któryś w swoim życiu wiedząc, że tuż za nim wkroczę do świata magicznych doznań i górskich widoków. Widoków, które pozwolą nabrać energii, dadzą niezdefiniowaną siłę do działania. Nie wiem, czy to uczucie potęgowane jest kilkunastoma kilometrami wyczerpującego podjazdu, czy to po prostu piękno tego miejsca.

Być VIP-em na Tour de France

Ku mojemu zaskoczeniu tym razem nie dostrzegłem żadnego niechcianego maila. W skrzynce odbiorczej charakterystyczną pogrubioną czcionką oznaczającą nieodebraną wiadomość krzyczał do mnie tytuł: „Ogłoszenie wyników konkursu #CCCTeamFan_Tour de France”. Zaintrygowany bez wahania otworzyłem wiadomość, będąc ciekawym jej treści. Owszem, kiedyś kliknąłem na Stravie „Weź udział” przy wyzwaniu CCC Team, a później wysłałem maila z odpowiedzią na pytanie konkursowe i dodałem zdjęcie na Instagram z hashtagiem #CCCTeamFan, spełniając dodatkowe wymagania. Nie spodziewałem się żadnej nagrody, mając świadomość ile osób podjęło się challenge’u.

Mój Tour de Pologne

Być na Tour de France, a nie zobaczyć narodowego wyścigu na żywo? Ta myśl nie dawała mi spokoju od ostatnich kilkunastu dni. Wyjazd w Tatry, ze względów zawodowych nie był możliwy, a to właśnie tam do tej pory śledziłem decydujące etapy Tour de Pologne. Trzeba było wymyślić coś innego. Korzystając z faktu, że wyścig rozpoczynał się w sobotę w Krakowie, zaś w niedzielę finiszował pod Spodkiem w Katowicach postanowiłem połączyć kilka punktów, by przejechać kilometry z którymi mierzyli się kolarze.

#chciećtomóc

– Czy masz marzenia? – ostatnio ktoś zadał mi to pytanie i szczerze mówiąc nie wiedziałem co mam mu odpowiedzieć. Że nie mam? Przecież każdy z nas je ma. Że nazywam je swoimi celami, kamieniami milowymi. Że pozwalają mi każdego dnia wstawać silniejszym. Marzenia definiowane przez typowego człowieka często odbiegają od definicji którą ja wykorzystuję. Większość z nas traktuje marzenia jako coś nierealnego, coś będącego poza zasięgiem i możliwościami. Stąpam twardo po ziemi, patrząc w przyszłość racjonalnie i realistycznie, dlatego moje marzenia są jednocześnie celami, które konsekwentnie staram się realizować.

Zobacz jeszcze to: