Długie, słoneczne dni niosące przyjemne ciepło ustąpiły. Drzewa zaczęły przybierać żółte, pomarańczowe i czerwone barwy. Być może zauważyłeś, że Twoja codzienna runda jest cichsza, bardziej pusta. Jesień. Czas, gdy jazda na rowerze, która do tej pory była codziennością staje się coraz trudniejsza. Za sprawą pogody i motywacji. Co zrobić, by przetrwać zimę wciąż ciesząc się naszą pasją i w kolejny rok wejść z nową energią, pomysłami i planami.

Poniżej przedstawię Wam kilka w kilku punktach swoje kilkuletnie doświadczenia z zimowymi miesiącami, które zawsze się sprawdzało. Poniższe rady wydają mi się być bardzo uniwersalne, dlatego bez względu na to jaką masz definicję kolarstwa, możesz z nich skorzystać.

1. Odpocznij

Jeśli brakuje Ci motywacji do wyjścia na rower, nawet gdy złota Polska jesień do tego zachęca może oznaczać, że przesadzasz. Bo nie tylko jazda na rowerze sprawia, że czujesz się zmęczony. Praca, zobowiązania rodzinne i inne czynniki które nie są związane z Twoim kolarstwem przyczyniają się do zmęczenia i należy je wziąć pod uwagę. Spójrz wstecz na to co robiłeś w ostatnich tygodniach i odpowiedz sobie na pytanie, czy pozwoliłeś sobie na odpowiednią regenerację. Wiele osób w październiku właśnie robi reset całkowity od roweru i jest to dobra rzecz, ponieważ pozwala zatęsknić i na nowo pożądać jazdy na rowerze. Nie rezygnuj całkowicie z aktywności, ale rower zamień na coś innego. Jedź w góry (o ile nie sypie tam akurat intensywnie śniegiem), idź pobiegać (ale z umiarem, bo gdy przesadzisz będziesz to boleśnie odczuwać), wyjdź na basen (póki jeszcze ich nie pozamykali).

2. Znajdź motywację

Aby jesień i zima minęła szybko i przyjemnie warto wiedzieć, co chciałoby się robić za kilka miesięcy. Może masz w planie jakąś ambitną podróż na dwóch kółkach, albo chcesz zaliczyć ciekawą imprezę rowerową, która wymaga odpowiedniego przygotowania? Jeśli masz pewien określony cel na przyszłość, zima upływa przyjemniej i szybciej. A i Twoja motywacja do pracy nad sobą będzie zupełnie inna. Ja już wiem, że zimę zamierzam przepracować tak, aby z przyjemnością przejechać trzecią edycję Race Through Poland. A do “przyjemnej jazdy” potrzebuję mocnych nóg, bo moja samodzielnie przygotowana trasa (która pewnie jeszcze 43 125 643 razy się zmieni) liczy blisko 1 500 kilometrów i prawie 20 000 metrów pod górę. Tego się nie da zrobić z marszu tak jak Maraton Północ – Południe i Great Lakes Gravel w tym roku. Poza tym wiem, że będę chciał zrobić “coś jeszcze” i RTP przy tym to raptem rozgrzewka 🙂

3. Wykorzystaj swoje osiągnięcia

Nic nie motywuje bardziej, niż to co już nam się udało osiągnąć. Dlatego właśnie w moim mieszkaniu na ścianach wisi plakat upamiętniający mój przejazd z Wrocławia na Pico de Veleta, czy koszulka z autografem Grega van Avaermeta, jaką otrzymałem w Pau będąc gościem CCC Team na Tour de France. Wspominanie ważnych momentów życia, których doświadczyliśmy za sprawą swojej pasji motywują do podjęcia kolejnych wyzwań, a także dają siłę gdy się nie chce – a w jesienno-zimowe popołudnia i wieczory jest to dość częsty stan. Wydrukuj i umieść w widocznym miejscu ważne dla Ciebie zdjęcie, na którym np. przekraczasz linię mety, stoisz na podium, jesteś w ważnym dla siebie miejscu. Spoglądając na nie przypomnisz sobie nie tylko fajne chwile, ale też fakt, że nie osiągnąłeś ich bez wcześniejszej pracy.

4. Coś lepsze niż nic

Zima często jest takim okresem w roku, gdy brakuje czasu by wygospodarować czas na jakąkolwiek aktywność. Dlatego zamiast tłoczyć się w autobusie/tramwaju/pociągu staram się przemieszczać pieszo. Nie raz, nie dwa drogę ze swojej pracy do domu (ponad 15 kilometrów) pokonywałem “z buta”, załatwiając po drodze kilka spraw.

Czasami kręcenia przed ekranem komputera, czy na zajęciach spinningowych po prostu się nie chce. Wtedy wrzucam na luz i np. zamiast godzinę w siodełku, przeznaczam ją na roller, rozciągając zaniedbane mięśnie. Albo na zrobienie treningu core stability, za co moje ciało odwdzięczy się kilka miesięcy później. I wbrew pozorom do takiej aktywności wcale nie trzeba posiadać karnetu na siłownię (którą i tak lada chwila mogą Ci zamknąć).

5. Wykorzystaj społeczność

Chociaż jako introwertyk lubię swoje towarzystwo, to samotne stacjonarne kręcenie sprawia, że kolejne minuty ciągną się w nieskończoność, a i sama przyjemność z jazdy jest bardzo znikoma. Zmienia się to, gdy robimy to z kimś. Przez wszystkie swoje lata kręcenia na rowerze, zimę spędzałem na zajęciach spinningowych. Lepszych, gorszych, dłuższych, krótszych. Ale pozwalających mi z większym zaangażowaniem i efektywnością kręcić w zimowe wieczory (i wczesne poranki też!). Obecność innych osób motywowała do podjęcia pracy, a samo zapisanie się na zajęcia było swego rodzaju obowiązkiem który musiałem (chciałem?) wypełnić.

Piszę o tym w czasie przeszłym, bo ten rok będzie pod tym względem wyjątkowy. Zresztą był wyjątkowy z wielu innych powodów. Obawiając się rychłej niedostępności na dłuższy czas wielu miejsc do treningu (tu: sal spinningowych jak i samych zajęć), zdecydowałem się na zakup chomika. Liczę, że społeczność aplikacji internetowych, pozwoli mi podobnie jak spinning we wcześniejszych latach na większą radość z jazdy w miejscu.

6. Jeździj, po prostu

Chłód na dworze, krótki dzień i niesprzyjająca często aura nie są żadną przeszkodą, by również w zimowe miesiące kręcić na zewnątrz. Przez kilka pierwszych lat swojego kolarskiego życia kończyłem sezon w październiku i wsiadałem na swoją Strzałę dopiero w marcu. Od jakiegoś czasu (cztery lata?) jeżdżę cały rok i jeździ mi się świetnie! Aura z roku na rok staje się zimą coraz bardziej łaskawa, więc dlaczego mielibyśmy jej nie wykorzystywać? Nie mówię tu o 200 kilometrach w nocy, by ukończyć Festive500, ale zwykłe kilkudziesięciokilometrowe przejażdżki są jak najbardziej OK. I na pewno wyzwolą w Tobie odpowiednią ilość endorfin.

Przeczytaj również:

Wszystko co powinieneś wiedzieć o bikepacking'u

Obowiązkowa lektura dla każdego,
kto chce rozpocząć bikepacking'owe przygody!
%d bloggers like this: