Siodełko rowerowe to najbardziej indywidualny element wyposażenia roweru. Niejednokrotnie zadawano mi pytanie: “jakie siodełko mam wybrać?” na które odpowiadałem z przekonaniem “najwygodniejsze”. Ale jak je znaleźć? Tutaj cudów niestety nie ma – trzeba pójść do sklepu rowerowego, albo pożyczyć od kolegi i najzwyczajniej się na nim przewieźć.

Od kilku lat w znaczącej mierze wykorzystuję siodła włoskiego producenta spod brandu Selle. Najpierw był to model Novus w jednej z najtańszej wersji, ostatnie trzy lata spędziłem na wyścigowym siodle SLR, który był tak wygodny, że zawsze na dłuższą podróż zabierałem właśnie ten model. W międzyczasie było kilka innych produktów, tańszych i droższych (w tym dość popularne i polecane Fabric Line Elite Shallow). Żadne z nich nie potrafiło dorównać włoskiemu produktowi.

W końcu przyszedł czas na zmiany. Coraz częściej spoglądałem w kierunku krótszych siodełek, które w ostatnim czasie – w szczególności wśród osób lubiących dłuższe dystanse – zdobywają dużą popularność. Kiedyś zarezerwowane wyłącznie dla triathlonistów, pozwalając im zająć bardziej wysuniętą do przodu pozycję nad rowerem. Dzisiaj coraz częściej widywane w różnych odmianach kolarstwa. Nie ukrywam, że miałem do krótkich siodełek przez długi czas opory ze względu na fakt, że znacząca większość z nich jest dosyć szeroka – od 140 mm wzwyż. Do tej pory korzystałem z siodełek 130-138mm i ten zakres wydawał się być dla mnie najbardziej optymalny.

– Przestań na to zwracać uwagę, szerokość którą podaje producent nie jest najważniejszym wyznacznikiem. Po prostu spróbuj, a nie pożałujesz.

Mniej więcej kilka takich opinii zachęciło mnie, by w końcu przełamać wewnętrzne bariery i spróbować. Swego czasu dostałem do spróbowania Specialized Power Comp. Pierwsze wrażenie – łał. To było zupełnie inne doświadczenie z jazdy i choć ta przygoda nie trwała długo, bo raptem kilkadziesiąt kilometrów, coraz częściej spoglądałem w kierunku krótkich siodełek. W międzyczasie odezwał się do mnie przedstawiciel marki Selle, Alberto Garbuio z propozycją wypróbowania kolejnego ich modelu. Po dłuższej rozmowie doszliśmy do wniosku, że najlepszym modelem do mojego charakteru jazdy i preferencji będzie model Shortfit Dynamic Supercomfort występujący pod marką San Marco.

Po kilku dniach prosto z włoskiej fabryki trafiło do mnie nowe siodło, które bez zbędnej zwłoki zacząłem na sobie próbować. Gdy przeczytacie opis tego modelu na stronie producenta, zauważycie pewną dwuznaczność. Jest ono odpowiednie zarówno dla osób spędzających na rowerze nie więcej niż 2 godziny, ale będzie również świetne dla osób jeżdżących dłużej niż 5-6 godzin. A jak doskonale wiecie zdarza mi się spędzać w siodle zdecydowanie więcej niż 6 godzin. Pierwsze wrażenie po wyjęciu z opakowania jakie mi towarzyszyło – ale ono jest lekkie. Bardzo lekkie. Wprawdzie Selle twierdzi, że waży 214 gram, ale na kilku forach użytkownicy podają wagę w okolicach 190 gram i myślę, że jest to bliższe prawdy (choć sam nie mam na czym jego zważyć).

Siodełko w tylnej części jest wyraźnie podniesione do góry, co daje dość dziwne pierwsze wrażenie po wykorzystywaniu zdecydowanie bardziej płaskich konstrukcji. Ale to uniesienie ma w sobie coś, co sprawia, że komfort jazdy – gdy tyłek już się do siodełka przyzwyczai – jest na odpowiednim poziomie. Taki, a nie inny kształt sprawia również, że siodełko nie wydaje się być zbyt krótkie. Również szerokość 144 mm nie była problemem, o co – nie ukrywam – się obawiałem. To co doceniłem w tym konkretnie siodle to jakość, którą lubiłem w modelu SLR. Jest to ten sam – solidny i wysoki poziom. Siodełko nie jest “kanapowate”, ale z drugiej strony nie jest to też deska. Za odpowiednią wygodę odpowiada nylonowa skorupa, która jest wzmocniona włóknem węglowym a także manganowe pręty.

Przejechałem na siodełku Selle San Marco już kilkaset kilometrów siedząc na nim kilkadziesiąt godzin i wiem, że zostanie ze mną na dłużej. Dam znać, czy pierwsze wrażenia – bo tak należy traktować ten tekst – pokryją się w długiej eksploatacji.

Przeczytaj również:

%d bloggers like this: