Showing: 1 - 10 of 161 RESULTS
Recenzje

Bryton Rider 750 – czy to komputer rowerowy dla Ciebie?

Czas na podsumowanie kolejnego produktu tajwańskiego producenta rowerowej elektroniki – Bryton Rider 750. O ile opisywany kilka tygodni temu Rider 420 był przeznaczony dla odbiorców, którzy raczej rozpoczynają swoją rowerową przygodę i chcą uzyskać nieco więcej informacji o swojej jeździe i formie, to najnowsze dziecko Tajwańczyków skierowane jest już do użytkowników zdecydowanie bardziej zaawansowanych. Bryton Rider 750 zagości w nadchodzącym sezonie na kokpitach belgijskiej grupy Wanty Gobert InterMarche, która odkupiła licencję Pro Tour od Jima Ochowicza.

(więcej…)
ścieżka w polu
Podróże

5 imprez rowerowych o których być może nie słyszałeś, a będziesz chciał wziąć udział

W ostatnim czasie moją skrzynkę mailową zasypały wiadomości z propozycjami wzięcia udziałów w kilku imprezach. Wspólnym mianownikiem było określenie “jedyne i niepowtarzalne, o którym z pewnością nie zapomnisz”. Doświadczenie ostatnich kilku lat nauczyło mnie, że mało kto potrafi pokusić się o naprawdę niepowtarzalną imprezę, która nie będzie sprowadzać się tylko na pokonaniu określonego dystansu w limicie czasu. Która będzie czymś więcej niż tylko kolejną pętlą, co sprawi, że kolejne edycje zachęcą do udziału w niej zdecydowanie większą rzeszę fanów jazdy na dwóch kółkach. Poniżej przedstawię Wam kilka propozycji z Polski i organizowanych w jej pobliżu, gdzie najważniejsze jest przeżywanie emocji związanych z spędzaniem czasu na rowerze i niejednokrotnie również bardzo kreatywne podejście do zadań, jakie ów organizatorzy dla uczestników tych imprez przygotowali.

(więcej…)
Motywacja Przemyślenia

Rzecz o długim dystansie

Kolarstwo długodystansowe, czy wyścigi na bardzo długich dystansach z roku na rok stają się coraz bardziej popularne, również w naszym kraju. Wystarczy spojrzeć w kalendarz, który zapełnia najbliższy rok w wiele ciekawych, kultowych ale i zupełnie debiutujących imprez. Nieustannie zastanawiam się na czym polega fenomen kolarstwa w wymiarze długodystansowym, dlaczego tak wielu ludzi wkracza do tego świata, którego dostępność – wydawałoby się – jest ograniczona do naprawdę silnych organizmów i charakterów.

(więcej…)
Recenzje

Cudze chwalicie, swego nie znacie – o manufakturze toreb rowerowych Totka Bags

Sebastiana poznałem przez przypadek scrolując Instagram i proponowane przez algorytmy posty użytkowników. Torby, które prezentował na zdjęciach były czymś czego od kilku miesięcy poszukiwałem. Ich konfiguracja i wielkość była rzeczą, którą pożądałem, a której niewielu producentów, czy też manufaktur było w stanie zaoferować. Poza tym kolejne publikacje sprzętu bikepackingowego na kanałach Totka Bags utwierdziły mnie w przekonaniu, że Sebastian zna się na rzeczy. Gdy okazało się, że podobnie jak ja mieszka we Wrocławiu, długo się nie zastanawiając, zamówiłem pierwszą torebkę.

(więcej…)
gripgrab
Recenzje

Jak się ubrać zimą na rower i dlaczego warto postawić na wełnę merino?

Zimowa jazda na rowerze nie należy do zajęć łatwych, a dla większości cyklistów nie kojarzy się również z niczym przyjemnym. Dzieje się tak dlatego, głównie poprzez nieodpowiedni ubiór, który prowadzi do przegrzewania, lub częściej – marznięcia. Jak się ubrać, gdy temperatura spada w okolice zera stopni Celcjusza i czuć się komfortowo?

(więcej…)
Recenzje

Bryton Rider 420 – co potrafi komputer rowerowy za 549 złotych?

Jeszcze do niedawna marka Bryton była w kolarskim świecie niespecjalnie znana, a mi osobiście kojarzyła się przede wszystkim z popularnym portalem sprzedażowym z Dalekiego Wschodu. Nigdy wcześniej nie zaryzykowałem kupna produktu tego azjatyckiego producenta, i być może był to błąd. Niedawno w moje ręce trafił zgrabny model Rider 420, który był w minionym sezonie wykorzystywany również w zawodowym peletonie. Co takiego ma to urządzenie w sobie, że warto się nim zainteresować? Zapraszam do lektury moich wrażeń z jego użytkowania.

(więcej…)
Recenzje

Chomikowanie pod dachem nie tylko na Zwifcie – przegląd aplikacji

Ostatnich kilka tygodni spędziłem na sprawdzeniu rynku platform treningowych dla kolarzy. Różnych możliwości treningu można naliczyć kilkadziesiąt, ale wiele z nich oferuje podobne funkcje, tylko w innym opakowaniu. Która z nich jest warta uwagi? A którą można sobie odpuścić? Zapraszam do lektury moich subiektywnych wrażeń.

1. BigRingVR

Swoją przygodę z chomikowaniem rozpocząłem w sposób nieoczywisty, bo od znanej jedynie garstce (tak przynajmniej wyszło z mojej osobistej sondy) aplikacji/programu BigRingVR. Co takiego ma do zaoferowania? Ponad 9000 kilometrów rzeczywistych tras, które pozwalają poczuć prawdziwy klimat miejsc, które “zdobywacie”. Program zgrywa się z trenażerem (w moim przypadku: Elite Suito) bez żadnych problemów, a symulacja tras wydaje się być w miarę dobrze odwzorowana. Aby to sprawdzić “wybrałem się” na znane sobie przełęcze: Gothard Pass i Furka Pass w Szwajcarii, oraz “podjechałem” Mont Ventoux od Maulacene. Za każdym razem miałem podobne odczucia, jak w rzeczywistości. Oczywiście odczucia tylko i wyłącznie fizyczne, bo całej otoczki i magii tych miejsc nie da się tak zwyczajnie przenieść do własnego mieszkania. W aplikacji znajdziecie jedną trasę z Polski – rundę wokół Ślęży. Przyznam szczerze, że tak szybko jak we własnym domu w realnym świecie tej trasy chyba nigdy nie pokonywałem.

Program oferuje możliwość rywalizacji “na żywo” z innymi użytkownikami (co udało mi się przez chwilę na Mont Ventoux), tylko jest jeden mały problem… aktywnych użytkowników brakuje. Za każdym razem ich liczba on-line nie przekraczała 100. Sama strona internetowa i social media też niespecjalnie zachęcają do tego, by z niej korzystać. Czy warto wydawać więc 10 euro miesięcznie? Moim zdaniem to nieco dużo, w szczególności że w podobnej cenie konkurencja potrafi zaoferować nieco więcej.

Podobne i bardziej znane tego typu aplikacje to FULGAZ, czy Tacx Training. Z tą drugą miałem problemy aby połączyć ją z trenażerem, przez co samo sprawdzanie sobie odpuściłem.

2. Rouvy

Zdecydowanie bardziej rozbudowaną platformą jest ROUVY, który polega również na pokonywaniu realnych tras – z tym że ilość użytkowników a co za tym idzie możliwości rywalizacji są zdecydowanie większe. Zresztą ten program jest dość popularnym sposobem spędzania czasu na chomiku. Oprócz tras wideo, możecie znaleźć mnóstwo śladów wgranych przez użytkowników. Ja tak np. wjechałem na Pradziada, ale mając na względzie 22% nachylenia jakie musiałem przecierpieć, nie wiem jak bardzo wiarygodne w odniesieniu do rzeczywistości są te ślady. Rouvy to też interaktywne wyścigi, jak np. Vuelta a Espana podczas której można było pościgać się na tej samej trasie, co kilka godzin wcześniej zawodowcy.

Jeśli ktoś potrzebuje konkretnie potrenować, a nie tylko jeździć bez celu, to Rouvy oferuje ponad 7000 różnych treningów, których – przyznaję szczerze – nie sprawdziłem. Jest też możliwość importu treningów lub stworzenia własnego. Dzięki temu myślę, że jest to ciekawa alternatywa dla Zwifta.

3. The Sufferfest

To zupełnie inna platforma niż wcześniej opisywane, która bazuje nie na trasach do pokonania, a planach treningowych. Jego idea bardzo mocno przypomniała mi zajęcia indoor cycling/spinning z jakimi miałem do czynienia przez kilka ostatnich lat. I moim zdaniem takie chomikowanie ma zdecydowanie większy sens. Mi osobiście, gdy muszę skupić się na wykonywaniu kolejnych interwałów, a na ekranie mam przyjemne widoki czas płynie zdecydowanie szybciej, niż podczas rundki po Watopii, czy rywalizacji z koniami Zwift Polska.

Niestety jeden, z pozoru mały problem wyeliminował ją z użytku – przynajmniej w moim przypadku. Na trenażerze mam wpięty gravel z przełożeniami 42 z przodu i 11-28 z tyłu. I o ile wcześniej testowane programy potrafiły sobie z tym poradzić (bez włączonego ERG), to ta aplikacja poległa. Przy dużych obciążeniach często jechałem z kadencją 35-40. Taka jazda nie jest ani efektywna, ani przyjemna i po nieudanych próbach ręcznego regulowania obciążenia po prostu z niej zrezygnowałem. A szkoda, bo wygląda na ciekawy projekt. Warto też dodać, że jest mocno wspierana przez Wahoo, a treningi realizowane z użyciem trenażerów i komputerków tego producenta mogą być ciekawsze, przyjemniejsze i z większymi wymiernymi korzyściami.

5. BKOOL

Oprogramowanie BKOOL reklamowane jest jako “najbardziej realistyczny” symulator jazdy rowerem. Dlatego z tym większą ochotą i motywacją postanowiłem go wypróbować. Niestety, podobnie jak w przypadku Sufferfest doświadczyłem dużych problemów z symulowaniem obciążenia. Było ono bardzo nerwowe, nienaturalne, ale przede wszystkim nieadekwatne do rzeczywistości. Przy umiarkowanych podjazdach 8% moja kadencja gwałtownie spadała poniżej 50, a im było stromiej, tym gorzej moje nogi obracały korbę.

Przyznam szczerze, że czuję wobec tego oprogramowania duży niedosyt. Bardzo duży. W moim subiektywnym przekonaniu cała otoczka aplikacji, jej interfejs, płynność działania, ilość informacji na ekranie sprawia, że mogłaby być podstawowym programem zimowych miesięcy na chomiku. Autorom BKOOL daję czas, bo uważam że te drobne niedociągnięcia zostaną dopracowane, a ja będę mógł wykorzystać ogromny potencjał jaki drzemie w tej aplikacji.

6. ONELAP

Onelap to chińska odpowiedź na popularnego Zwifta. Aplikacja dość ciekawa, oferująca dużo tras, opcje treningowe i dobrą grafikę. Ale podobnie jak BKOOL odwzorowanie obciążenia w stosunku do rzeczywistości jest dość kiepskie. Obie aplikacje bardzo mocno “dociążają” każąc wręcz jechać siłowo na niskich kadencjach. Niespecjalnie mi to odpowiada. Chiński projekt jest w trakcie rozwoju i znający go z lat ubiegłych dostrzegają olbrzymi postęp (m.in. język angielski, a nie chińskie krzaki), lecz w porównaniu do ROUVYZwift i BKOOL’a jest mimo wszystko mocno ubogi w funkcje.

7. CADeSPORT

O CADeSPORT napisać mogę tylko tyle, że jest. Wydaje się, że to mocno niedojrzały projekt, który dopiero próbuje wyczuć ten rynek. Grafika rodem z lat 90-tych i ciągle zawieszające się oprogramowanie, które po kilku próbach przejechania dłuższego fragmentu mocno nadwyrężyło moją cierpliwość. Sama ilość tras i możliwości treningowych jest też dość uboga. Być może kiedyś to się zmieni.

8. TRAINERROAD

To aplikacja, która nie skupia się na trasach realnych czy wirtualnych, a realizacji konkretnej jednostki treningowej. Pozwala na realne poprawienie swoich osiągów za pomocą planów treningowych które możemy wybrać z bogatego magazynu (których jest ponad 100), lub stworzyć indywidualnie. O ile jazda w reżimie interwałów wydaje się być dla mnie atrakcyjniejsza, niż zupełnie bezcelowe pokonywanie kilometrów na Zwifcie, to sama idea Training Road jest nieco sprzeczna z moim rozumieniem kolarstwa. To jest dla mnie przyjemnością, którą delektuję się kiedy mam na to ochotę i jakoś nie potrafię żyć z kalendarzem w ręku i zrobieniem konkretnych jednostek. Ale znam osoby, które dzięki temu programowi zbudowały naprawdę solidną formę i dzisiaj w amatorskim peletonie potrafią walczyć o czołowe miejsca.

9. ZWIFT

mirror reflection of focused man training at home
Photo by Mister Mister on Pexels.com

O Zwifcie nie będę się za bardzo rozpisywał, bo inni napisali już wszystko, co chcielibyście wiedzieć na temat tej aplikacji. Mimo, że bardzo długo się przed nim broniłem, okazało się że jest to najlepsze – na chwilę obecną – dla mnie rozwiązanie. Dlaczego? Po pierwsze nie nudzi (jeszcze). Po drugie pozwala korzystać z planów treningowych, ale nie w jakimś określonym reżimie, tylko wtedy kiedy się na to chce. To dla mnie najważniejszy czynnik. Mniej interesują mnie wyścigi, czy “socializowanie się” na wspólnych jazdach, choć nie wykluczam że od czasu do czasu i z tej możliwości skorzystam. Podobnie, jak z jakiejś możliwości sprawdzenia nogi, ale to już wtedy gdy ta noga faktycznie będzie gotowa do takich wyzwań.

selle san marco
Recenzje

A po co mi krótkie siodełko? Selle San Marco Dynamic Supercomfort

Siodełko rowerowe to najbardziej indywidualny element wyposażenia roweru. Niejednokrotnie zadawano mi pytanie: “jakie siodełko mam wybrać?” na które odpowiadałem z przekonaniem “najwygodniejsze”. Ale jak je znaleźć? Tutaj cudów niestety nie ma – trzeba pójść do sklepu rowerowego, albo pożyczyć od kolegi i najzwyczajniej się na nim przewieźć.

(więcej…)
Pozostałe

5 pomysłów na prezent dla osób lubiących bikepacking

Chociaż ten rok jest na wskroś odmienny od wcześniejszych i bardzo dziwny pod każdym względem, wciąż próbujemy nie dać się zwariować. Nadchodzący grudzień to czas, gdy często obdarzamy siebie prezentami. Mniejszymi i większymi.

Poniżej przedstawiam Wam kilka – być może – nieoczywistych propozycji gadżetów, które zadowolą każdego maniaka rowerowych podróży. Zrób komuś prezent, albo najlepiej sobie!

1. Saszetki zapachowe

fot. Freshed

Gdy jeździ się dużo w mokrym, czy błotnistym terenie, to nie ma możliwości, by wrócić z suchym obuwiem do domu. A pozostawienie mokrych butów prawie na pewno zakończy się nieprzyjemnym zapachem we wnętrzu, który z każdą kolejną jazdą będzie tylko narastał. Jasne, można sobie z tym problemem poradzić za pomocą np. sody oczyszczonej, gazet i ręczników papierowych, ale po co, skoro na rynku są rozwiązania prostsze i w dodatku dość tanie? Saszetki zapachowe są przy tym praktyczniejsze i można je zabrać ze sobą na każdą wyprawę.

2. Skarpetki merino

fot. gribgrab.com

Jeśli o butach i mokrych stopach mowa, to warto zainwestować w produkty, które przynajmniej w części pomogą nam by kończyny nie marzły. Wełna merino ma tą właściwość, że ogrzewa nawet gdy jest mokra, przez co jest coraz częściej wykorzystywana w trakcie rowerowych wypraw. Sam wielokrotnie sprawdziłem słuszność tej tezy – nie tylko na stopach – i zdecydowanie mogę się pod nią podpisać.

Można wykorzystać też skarpety wodoodporne, ale ich wielkość nie każdemu będzie odpowiadać, zaś nawet najzwyklejsze skarpety merino sprawią, że zupełnie inaczej będziesz spoglądać na kolejne “mokre” wyprawy.

3. Wąsy tubeless

fot. probiketool.com

Opony tubeless zrewolucjonizowały rynek rowerowy, a każdy kto doświadczył jazdy bezdętkowej raczej nie wraca już do “tradycyjnego” systemu opony i dętki. Jednak, aby taka jazda cieszyła długi czas trzeba być odpowiednio zaopatrzonym. Jedną z podstawowych rzeczy są specjalne wąsy, które mają za zadanie zalepić dziury, z którymi samo mleko sobie nie poradziło. Posiadanie takiego specjalnego zestawu z pewnością pozwoli Wam na szybszy serwis w przypadku awarii i unikniecie zakładania dętki.

4. Torba rowerowa custom

fot. Totka Bags

Bikepacking to torby. Oczywiście, ale czy musi to być koniecznie Apidura czy inny Ortilieb? Spraw komuś (lub sobie) świetny prezent i zamów customizowaną torbę w jednej z kilku polskich manufaktur. Nie dość, że produkt, jaki zamówisz będzie indywidualnie dopasowany, to jeszcze unikalny, bo nikt inny takiego mieć nie będzie. A i cena będzie zapewne zbliżona. Poniżej kilka linków do naszych rodzimych firm:

Totka Bags

Baby Legs Bags

Ride And Get Lost

Pathfinder Gear

5. E-book o bikepacking’u

A jeśli ktoś dopiero chce zacząć przygodę z podróżami na lekko, a nie od czego – to świetnym pomysłem na prezent będzie e-book o bikepacking’u. Ponad 100 stron wiedzy, która pozwoli oswoić i poznać bliżej ten sposób podróżowania. Z pewnością po jej lekturze, pierwsza bikepackingowa wyprawa będzie wyglądała zupełnie inaczej. Do końca roku E-BOOK możecie kupić w promocyjnej cenie 10 złotych zamiast 19 złotych.

Podróże

Zbyt szosowy na gravel i zbyt terenowy na szosę – EuroVelo 9

Hasłem EuroVelo określana jest sieć 14 długodystansowych szlaków rowerowych, które łączą różne zakątki Starego Kontynentu. Ich łączna długość przekracza 70 000 kilometrów, a główną ideą przyświecającą stworzeniu spójnej sieci jest rozwój turystyki zgodnej z hasłem “wczorajsi kupcy – dzisiejszymi turystami”. To odniesienie ściśle związane jest z czasami dawno minionymi, gdy jedynie kupcy korzystając z szlaków handlowych przemierzali kontynent wzdłuż i wszerz.

Historycznie osady ludzkie tworzyły się w miejscach, gdzie przebiegały szlaki handlowe, często ciągnące się przez tysiące kilometrów. W erze globalizacji handel odbywa się w większych aglomeracjach, które są połączone siecią autostrad, lotnisk, czy portów morskich. Wiele miasteczek, które w średniowieczu, czy okresie renesansu tętniły życiem, obecnie zostało odciętych od swoich korzeni. Ich rola została zmarginalizowana, a lata dawnej świetności można oglądać często tylko w lokalnych muzeach.

Unia Europejska zauważyła ten problem, który występuje nie tylko w Polsce, ale i innych krajach europejskich. W opinii Brukseli dla takich miejscowości szansą na rozwój jest zrównoważona turystyka. A impulsem do przyciągnięcia zagranicznego turysty może być długodystansowy szlak rowerowy – przygotowany w odpowiednim standardzie i odpowiednio promowany. Te standardy są szczegółowo opisane w dedykowanym przewodniku.

Przez nasz kraj przebiega pięć europejskich szlaków:

  • Szlak Stolic (EV 2): z Galway (Irlandia) do Moskwy (Rosja) – ok. 5 500 km
  • EV 4: z Roskoff (Francja) do Kijowa (Ukraina) – ok. 4 000 km
  • Szlak Bursztynowy (EV 9): z Gdańska (Polska) do Puli (Chorwacja) – ok. 1 900 km,
  • Szlak Morza Bałtyckiego (EV 10): z/do Kopenhagi (Dania) – ok. 8 000 km
  • Szlak Wschodniej Europy (EV 11): z Nordcapp (Norwegia) do Aten (Grecja) – ok. 6 000 km

W ubiegły weekend postanowiłem sprawdzić jak wygląda fragment Szlaku Bursztynowego znanego w Polsce bardziej jako “R9” – z Wrocławia do Poznania. To ponad 200 kilometrów z 1900 całego szlaku. Po wyjeździe z stolicy Dolnego Śląska kierujemy się na Wzgórza Trzebnickie po popularnej wśród lokalnych rowerzystów trasie przez Pasikurowice, Siedlec, Skarszyn i Skotniki docierając do popularnej Prababki. To niewielkie, kultowe wzniesienie pokonujemy jednak odwrotnie, niż to tradycyjnie ma miejsce. Wzgórza Trzebnickie to region o urozmaiconej konfiguracji terenu, a liczne podjazdy i zjazdy urozmaicają naszą podróż. Przy przejrzystej pogodzie jest spora szansa na dostrzeżenie rozległego widoku Sudetów, łącznie z Śnieżką i Karkonoszami. Mi niestety towarzyszyła bardzo gęsta mgła, miejscami ograniczająca widoczność do kilkudziesięciu metrów. Co na swój sposób też było dość urokliwe.

Mijamy Trzebnicę, omijając jednak centrum miasta kierując się na północ w kierunku lasów Doliny Baryczy. Niespecjalnie równa nawierzchnia tak jakby ostrzegała przed kolejnymi kilometrami. Kilkukilometrowy leśny odcinek w środku lasu prowadzi po bardzo zniszczonej szutrowej drodze, mocno wyboistej i pełnej błotnych atrakcji. Mimo, że jest on męczący i mocno irytujący warto przecierpieć, bo w nagrodę docieramy do ukrytego w środku lasu Jazu Niezgoda na rzece Barycz. W oficjalnych przewodnikach ten fragment można ominąć wybierając asfaltowy objazd, który jest polecany szczególnie turystom z sakwami i wózkami. To de facto jedyny gruntowy fragment na całym ponad 200-kilometrowym fragmencie szlaku. Wyjeżdżając z lasu docieramy do rezerwatu Stawów Milickich, a wąska ścieżka wzdłuż wodnych akwenów prowadzi do Rudy Sułowskiej.

Kolejne kilometry są już tylko asfaltowe, chociaż na mapie tak oczywiste to nie było. Generalnie rzecz ujmując – im bliżej Poznania, tym nawierzchnia staje się coraz lepsza. Zaczynają się też pagórki, których po minięciu Wzgórz Trzebnickich brakowało. To urozmaicenie terenu pozwala zwalczyć nudę, bo wokół oprócz pól i lasów nic ciekawego się nie dzieje.

Przed Gostyniem droga odbija w lewo, by dowieźć nas na Świętą Górę, gdzie znajduje się zbudowany na wzór weneckiej bazyliki Santa Maria della Salute zespół klasztorny filipinów. Od Czempina ruch na drodze znacząco wzrasta, co oznacza że stolicy Wielkopolski jest coraz bliżej. Na szczęście sytuację ratują ścieżki rowerowe, których – co warto dodać, dobrej jakości – jest tutaj całkiem sporo. Do Poznania docieramy od strony Lubonia, wciąż korzystając z szerokiej i przyjemnej drogi dedykowanej rowerzystom.

To według Wahoo jest droga szutrowa