Showing: 1 - 10 of 80 RESULTS
Podróże

Singletrack Glacensis w Kotlinie Kłodzkiej polecają się na Piździernik

Mamy jesień. Bezapelacyjnie. Nikt nie podważy tego faktu. Czerwono-złote kolory ubarwiły codzienny krajobraz, gdzieniegdzie kwitnie już zimowy rzepak. I wieje. Niemiłosiernie. Tak, że chce zrzucić z siodełka. Piździernik. Cóż więc można robić, by jazda na rowerze w dalszym ciągu była przyjemnością? To proste. No, przecież! Uciec do lasu! Ha!

(więcej…)
Podróże

Ciao a tutti – włoskie Ticino, Como i trochę Gryzonii – #MySwissTour cz. III

Szwajcaria to wspaniały kraj. Wielokulturowy, międzynarodowy i różnorodny językowo. No bo w jakim innym kraju jednego dnia usłyszysz trzy “narodowe” języki? A tak jest właśnie w Szwajcarii. W opisanym w części II wyzwaniu tak właśnie było. I choć sama gospodyni w Munster mówiła do mnie częściej po niemiecku, to w sklepie słyszałem już Bonjour! Po przekroczeniu przełęczy Nufenen dotarłem do kantonu Ticino by w Airolo usłyszeć Buon giorno. A za Grimsel w Innertkirchen Guten Tag. Niesamowite, prawda?

(więcej…)
Podróże

O tym jak zrobić 150 kilometrów i 5000 metrów przewyższeń. I przeżyć! #MySwissTour (część II)

Słowo “korona” w ostatnim czasie nabrało smutnego i negatywnego znaczenia, a dla mnie w połączeniu z górami od zawsze ma ten sam wydźwięk. Lubię zdobywać “korony” rysowane elewacją przewyższeń. Korona Jeseników, Karkonoszy, Tatr. To wszystko już było, czas na bardziej ambitne cele. Gdy swego czasu Mike Cotty z kanału The Col Collective mianem “The Giants of Switzerland” określił trzy przełęcze: Nufenen Pass, San Gottardo Pass i Furka Pass pomyślałem sobie, przecież to jest zbyt proste. A tuż obok jest jeszcze Grimsel, dlaczego go nie zaliczyć? I taki był plan pierwotny, by zrobić 105 kilometrów i 3600 metrów elewacji. Ale umysł mój zaczął kalkulować, że przecież 100 kilometrów to mało. A tuż obok jest jeszcze Susten Pass. Z jednej strony najłatwiejsza, z drugiej 30 kilometrów podjazdu to nie przelewki. Postanowiłem spróbować i zdobyć “Koronę Szwajcarii”. Bikepackingowo i self-supported – czyli tak jak lubię najbardziej. Utrudnieniem tej nieco ponad 170-kilometrowej trasy był fakt, że po drodze miałem zaledwie dwa sklepy w których mogłem uzupełnić kalorie – w Airolo i Innertkirchen. 

(więcej…)
Podróże

Krótka o opowieść o spełnianiu marzeń w najpiękniejszych miejscach świata #MySwissTour (część I)

Stoisz i zastanawiasz się gdzie jest granica. Czy pięć to już nie przesada? Czujesz przecież że te cztery weszły już całkiem solidnie. 3600 metrów wspinaczki na 110 kilometrach. Nigdy tego nie zrobiłeś, tym bardziej bikepackingowo. Spoglądasz na znak “Wassen 48 km” – Przecież to tak niewiele – krzyczy Ci coś w głębi duszy, ale wiesz doskonale że czeka Cię jeszcze z 3-4 godziny jazdy. Niełatwej jazdy. Bo choć Susten to najłatwiejsza z przełęczy jakie na ten dzień wymyśliłeś, to 30 kilometrów i ponad 1000 metrów elewacji samo się nie zrobi. Zrobią to Twoje nogi, albo i sam umysł, bo nogi powoli zaczynają odmawiać współpracy. Opuszczasz ryneczek w Interkirchen i ruszasz w górę. Po marzenia i po satysfakcję. Taką, jaką może dać Ci tylko Szwajcaria.

(więcej…)
pojezierze łużyckie
Podróże

Pojezierze Łużyckie – kraina rowerowo doskonała

Kilka tygodni temu zabrałem Was w podróż po Górnych Łużycach. Górskie przełęcze, strome podjazdy, uzdrowiskowy klimat – to były cechy charakterystyczne obszaru południowo-wschodniej Saksonii. Kraina dobra również dla cyklistów, choć głównie tych już nieco bardziej zaprawionych. Dzisiaj czas na kolejną część Łużyc. Zabiorę Was na pogranicze Saksonii i Brandenburgii by pokazać Pojezierze Łużyckie. Obszar, który jeszcze trzydzieści lat temu był kopalnianym zagłębiem węgla brunatnego, a dzisiaj staje się jednym z najważniejszych miejsc wypoczynkowych niemieckich turystów.

25 sztucznych jezior powstało na miejscu dawnych wyrobisk węgla. Ale dzisiaj zamiast ciężkiego przemysłu i zanieczyszczonego powietrza oglądamy tutaj idylliczne tafle wody po której pływają jachty i motorówki, a na piaszczystych plażach opalają się żądni letniego słońca urlopowicze. To także, albo przede wszystkim raj dla rowerzystów, dla których przygotowano 1000 kilometrów oznaczonych i dedykowanych tras rowerowych. A jeśli doliczyć trasy dojazdowe to liczba tych kilometrów wzrasta do 1900. Zachęciłem? To zapraszam w podróż.

Szlak górniczy do Bad Muskau

Zanim jednak przekroczymy polsko-niemiecką granicę odwiedźmy lubuskie. Kilka lat temu na nasypie dawnej trasy kolejowej stworzono tam rowerowy szlak górniczy. Jest to w pełni szutrowa droga, wśród lasów i otaczającej przyrody, która pokaże Wam wszystko co najlepszego ma do zaoferowania ta część naszego kraju. Niestety, szlak nie jest w pełni zadbany, a spore fragmenty wyglądają bardziej jak singletrack’i, a nie droga rowerowa. Mimo tych drobnych niedogodności, warto ją odwiedzić. Po przejechaniu drewnianego mostu nad Nysą Łużycką docieramy do Bad Muskau (Łuk Mużakowa).

Park Mużakowki i Park rododendronów w Kromlau

Przed wjechaniem w głąb Niemiec i eksploracją głównego punktu tego wpisu zaproszę Was jeszcze do odwiedzenia dwóch miejsc. Park Mużakowski, który znajduje się zarówno po polskiej jak i niemieckiej części zachwyca swoimi przyrodniczymi walorami. Jest jednym z najbardziej rozległych kompleksów parkowych w Europie i jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Kilka kilometrów dalej, w Kromlau zaprasza w odwiedziny kolejny parkowy kompleks. Park rododendronów i azalii znany przede wszystkim ze zjawiskowego „Diabelskiego mostu”, który właściciel parku postawił, aby przyciągnąć turystów tłumnie odwiedzających pobliski Mużakow. Miejsce jest licznie oblegane przez turystów i nawet wczesnym rankiem ciężko o dobry kadr.

Danie główne. Pojezierze Łużyckie

Jeszcze 30 lat temu było to jedno z największych obszarów górniczych w Europie. Kopalnie węgla brunatnego pracowały pełną parą. Ale z czasem kopalnie zaczęto wygaszać, a pozostałościami po nich pozostały ogromne wyrobiska. Tamtejsi samorządowcy doszli do wniosku, że ze smutnego, przemysłowego krajobrazu można zrobić tereny rekreacyjne, zmieniając niemal o 180 stopni funkcję i charakter tych obszarów.

Pojezierze nie powstaje z dnia na dzień, ani z roku na rok. To proces trwający kilkanaście lat. Wodę do zbiorników pochodzącą m.in. z Odry wlewa się powoli, co pewien czas sprawdzana jest czystość i kwasowość. Projekt Pojezierza Łużyckiego pokazuje jak Niemcy patrzą na rozwój turystki i jak duża wagę przykładają do jej zrównoważonego rozwoju.

To o czym pomyślano wiele lat temu, dzisiaj w końcu zaczyna wyglądać tak, jak założyli sobie kiedyś pomysłodawcy. 25 sztucznych jezior zaprasza do odwiedzin każdego, w tym szczególnie rowerzystów. Ponad 1000 kilometrów dedykowanych tras i niemal drugie tyle szlaków, które znajdują się w pobliżu. Rowerowy raj, który uwiedzie każdego. Najdłuższy szlak rowerowy znajdujący się w całości na terenie Pojezierza Łużyckiego to Seenland-Route liczący 186 kilometrów długości. Przez region przebiegają też odcinki innych szlaków długodystansowych: 188 km szlaku Niederlausitzer Bergabautour, 66 km szlaku księcia Pucklera, 40 km szlaku Rzeki Szprewy, 31 km szlaku Żabiego, 62 km szlaku Czarnej Elstery i 55 km Trasy Brandenburskiej.

Teren powstającego wciąż pojezierza jest urozmaicony. Trasy rowerowe poprowadzone są łąkami, lasami i rzecz jasna wokół jezior. Wiodą od dawnych kopalni do dzisiejszych kąpielisk. Pojezierze Łużyckie zupełnie szczerze mogę nazwać rowerowym rajem. Asfaltowe ścieżki są szerokie, obowiązuje na nich (i jest przestrzegany) zakaz poruszania się samochodami. Po ścieżkach poruszają się tylko rowerzyści i rolkarze. Trasy poprowadzono tak, że co kilka kilometrów można (albo warto się zatrzymać) – punkty, tarasy i wieże widokowe oraz punkty małej gastronomii. W każdej miejscowości znajdują się wypożyczalnie rowerów, w punktach informacji można dostać dokładne mapy rowerowe.

Wstukując w Google hasło „Pojezierze Łużyckie” otrzymacie bardzo szczątkowe informacje. To pokazuje, jak bardzo ten obszar jest w naszym kraju nieznany. Ja odkryłem go przez przypadek 2 lata temu i obiecałem sobie wrócić tutaj raz jeszcze. Opłacało się. I wiem, że z pewnością nie była to moja ostatnia wizyta, bo jeden dzień to zdecydowanie za mało, by poznać Lausitzer Seenland. Zupełnie szczerze mogę powiedzieć, że tak naprawdę tylko „liznąłem temat”. Pojezierze Łużyckie położone jest ok. 150 kilometrów na południe od Berlina i 60 kilometrów na północ od Drezna. Rozciąga się na granicy Brandenburgii i Saksonii – od wschodu do zachodu liczy 62 kilometry, zaś od północy na południe – 60 km.

Motywacja Podróże

Dlaczego? Bo to lubię! Wrocław – Jeseniki – Wrocław po raz drugi

Nie rywalizacja, nie wyzwania, nie osiąganie. Największą radość sprawia mi po prostu jazda na rowerze. Jazda w miejsce nowe, jak i te które znam doskonale. Do których tęsknię, do których zawsze wracam z niepodrabianą radością i uśmiechem na twarzy. Jeseniki są moim domem, o czym w moich tekstach mogliście się już niejednokrotnie przekonać. Bycie na Pradziadzie jest dla mnie czymś więcej, niż tylko zdobyciem szczytu. Zdobywałem go wielokrotnie, sto kilkanaście razy. To miejsce, które w moim kolarskim życiu ma bardzo istotne znaczenie. Zresztą jak i całe Jeseniki. To tam wszystko się zaczęło, to tam zwykłe kręcenie kilometrów zmieniło się w miłość do jazdy długo i dużo.

(więcej…)
górne łużyce
Podróże

Co mają do zaoferowania rowerzystom Górne Łużyce?

Górne Łużyce. Chociaż dzisiaj coraz rzadziej spotyka się tą nazwę w przekazach, to kraina położoną pomiędzy Nysą Łużycką, a Kwisą wciąż istnieje i ma się dobrze. Położone w trzech krajach: Polsce, Czechach i Niemczech. W tych ostatnich leży zdecydowana większość terytorium Łużyc. Ale to nie tylko terytorium. To bezprecedensowa historia, setki lat autonomii rozumianej nie poprzez suwerena i armię, a kulturę i język. Lubię Łużyce i lubię tam wracać. Pojechałem tam znów w ostatni weekend. Bo mogłem. W końcu!

(więcej…)
Podróże Pozostałe

Ile błędów można popełnić przy pakowaniu? #RideAcrossPL (część III)

Ilekroć zostaje zapytany o to co spakować w torby bikepackingowe na wyprawę, wyścig, czy weekendowe zwiedzanie odpowiadam zawsze tak samo – nie ma idealnego, uniwersalnego zestawu. Każdy z nas ma swoje preferencje, oraz swoje ulubione sposoby na to by przeżywać przygodę jak najlepiej. Owszem, posiadam listę rzeczy, które warto zabrać ale za każdym razem zastanawiam się, czy aby na pewno będzie to konieczne. A i tak zawsze zabieram więcej, niż bym potrzebował. I tak było tym razem.

Ten tekst powstał na Wasze wyraźne prośby, które czytałem niemal codziennie podczas wyprawy.

(więcej…)
Podróże

#RideAcrossPL – wyprawa, której cele wybieraliście Wy (część II – D4-D6)

Słońce przedzierające się przez zasunięte żaluzje nie pozwoliło mi spać dłużej niż do 5:00 rano. Soczyście błękitne niebo zachęcało do jazdy, choć nogi zaczynały dawać pierwsze oznaki zmęczenia. Ale to przyjemne uczucie. Taki ból-nie ból, który po kilku pociągnięciach korbą mija. Zostaje tylko czysta przyjemność jazdy. Mimo bezchmurnego nieba, wcale nie jest komfortowo. To pierwszy poranek tej wyprawy, kiedy zaczynam jazdę bez żadnej dodatkowej warstwy – zupełnie na krótko. O taką wiosnę walczyłem – uśmiecham się do siebie w duchu.

(więcej…)