Showing: 1 - 10 of 74 RESULTS
Motywacja Podróże

Dlaczego? Bo to lubię! Wrocław – Jeseniki – Wrocław po raz drugi

Nie rywalizacja, nie wyzwania, nie osiąganie. Największą radość sprawia mi po prostu jazda na rowerze. Jazda w miejsce nowe, jak i te które znam doskonale. Do których tęsknię, do których zawsze wracam z niepodrabianą radością i uśmiechem na twarzy. Jeseniki są moim domem, o czym w moich tekstach mogliście się już niejednokrotnie przekonać. Bycie na Pradziadzie jest dla mnie czymś więcej, niż tylko zdobyciem szczytu. Zdobywałem go wielokrotnie, sto kilkanaście razy. To miejsce, które w moim kolarskim życiu ma bardzo istotne znaczenie. Zresztą jak i całe Jeseniki. To tam wszystko się zaczęło, to tam zwykłe kręcenie kilometrów zmieniło się w miłość do jazdy długo i dużo.

(więcej…)
górne łużyce
Podróże

Co mają do zaoferowania rowerzystom Górne Łużyce?

Górne Łużyce. Chociaż dzisiaj coraz rzadziej spotyka się tą nazwę w przekazach, to kraina położoną pomiędzy Nysą Łużycką, a Kwisą wciąż istnieje i ma się dobrze. Położone w trzech krajach: Polsce, Czechach i Niemczech. W tych ostatnich leży zdecydowana większość terytorium Łużyc. Ale to nie tylko terytorium. To bezprecedensowa historia, setki lat autonomii rozumianej nie poprzez suwerena i armię, a kulturę i język. Lubię Łużyce i lubię tam wracać. Pojechałem tam znów w ostatni weekend. Bo mogłem. W końcu!

(więcej…)
Podróże Pozostałe

Ile błędów można popełnić przy pakowaniu? #RideAcrossPL (część III)

Ilekroć zostaje zapytany o to co spakować w torby bikepackingowe na wyprawę, wyścig, czy weekendowe zwiedzanie odpowiadam zawsze tak samo – nie ma idealnego, uniwersalnego zestawu. Każdy z nas ma swoje preferencje, oraz swoje ulubione sposoby na to by przeżywać przygodę jak najlepiej. Owszem, posiadam listę rzeczy, które warto zabrać ale za każdym razem zastanawiam się, czy aby na pewno będzie to konieczne. A i tak zawsze zabieram więcej, niż bym potrzebował. I tak było tym razem.

Ten tekst powstał na Wasze wyraźne prośby, które czytałem niemal codziennie podczas wyprawy.

(więcej…)
Podróże

#RideAcrossPL – wyprawa, której cele wybieraliście Wy (część II – D4-D6)

Słońce przedzierające się przez zasunięte żaluzje nie pozwoliło mi spać dłużej niż do 5:00 rano. Soczyście błękitne niebo zachęcało do jazdy, choć nogi zaczynały dawać pierwsze oznaki zmęczenia. Ale to przyjemne uczucie. Taki ból-nie ból, który po kilku pociągnięciach korbą mija. Zostaje tylko czysta przyjemność jazdy. Mimo bezchmurnego nieba, wcale nie jest komfortowo. To pierwszy poranek tej wyprawy, kiedy zaczynam jazdę bez żadnej dodatkowej warstwy – zupełnie na krótko. O taką wiosnę walczyłem – uśmiecham się do siebie w duchu.

(więcej…)
Podróże

#RideAcrossPL – wyprawa, której cele wybieraliście Wy (część I – D1-D3)

Drugi tydzień maja miał być przeznaczony – podobnie jak rok i dwa lata wcześniej na Race Through Poland. No, ale i tym razem pandemia pokrzyżowała szyki i zmusiła organizatorów do przesunięcia wyścigu na jesień. Tylko co zrobić z zaplanowanym urlopem? Jak pojechać i gdzie? Te pytania zadawałem sobie przez kilka dni, po otrzymaniu oficjalnego maila o odwołaniu #rtpl3 w maju. Wówczas przypomniałem sobie o pewnej imprezie w Szwajcarii, SUCH (Swiss Ultracycling Challenge), którą każdy może rozpocząć na dowolnej stacji kolejowej, byle wystartować o wyznaczonej porze. Z tą różnicą, że tam punkty kontrolne są znane, podobnie jak meta, usytuowana w Bernie.

(więcej…)
żabie doły
Podróże

Spokojna droga z Wrocławia do Katowic

Nie lubię niczego marnować. Stworzonych śladów GPX również. Poprzednia sobota okazała się być idealną by sprawdzić, czy przejazd przez aglomerację śląską jaki sobie narysowałem przy okazji budowania trasy #PolskieRTP jest dobry. Północno-zachodni silny wiatr motywował by to właśnie zrobić. A ponieważ to co udało mi się wykreślić było dobre, nie mogę się z Wami tą trasą nie podzielić.

(więcej…)
tatry
Podróże

Tam gdzie 10% to wciąż płasko – Beskid Wyspowy

Zazdroszczę mieszkańcom Małopolski. Najwyższych gór, najlepszych tras rowerowych, ale przede wszystkim niesamowitego zróżnicowania terenu. Chcesz płasko? Masz płasko? Chcesz górki? Masz górki. Chcesz wp….ol? Proszę bardzo. Ta różnorodność pozwala na bardzo wiele. No ale dla mnie największym magnesem przyciągającym mnie w te rejony są góry. Góry, których tutaj nie brakuje. Bo to nie tylko Tatry czy Pieniny, ale znacznie więcej. Jednym z mniej znanych, ale mocno dających w kość rejonów jest Beskid Wyspowy.

(więcej…)
góry sowie
Podróże

Dzień krótszy, a jednak dłuższy

Czy to srebrzyście świecący swoją pełnią księżyc, czy co innego obudziło mnie tego poranka? Nie mam pojęcia. Jest 5:00 rano, choć jeszcze wczoraj srebrny zegar wiszący na ścianie pomalowanej czarną farbą tablicową wskazywał godzinę 6:00. Dzień krótszy o godzinę, ale jednocześnie dłuższy. Krótszy o sen, ale dłuższy o przygodę, którą można przeżyć. I choć oszronione od zewnątrz okna wcale nie zachęcają do wstawania, robię to.

(więcej…)
ścieżka w polu
Podróże

5 imprez rowerowych o których być może nie słyszałeś, a będziesz chciał wziąć udział

W ostatnim czasie moją skrzynkę mailową zasypały wiadomości z propozycjami wzięcia udziałów w kilku imprezach. Wspólnym mianownikiem było określenie “jedyne i niepowtarzalne, o którym z pewnością nie zapomnisz”. Doświadczenie ostatnich kilku lat nauczyło mnie, że mało kto potrafi pokusić się o naprawdę niepowtarzalną imprezę, która nie będzie sprowadzać się tylko na pokonaniu określonego dystansu w limicie czasu. Która będzie czymś więcej niż tylko kolejną pętlą, co sprawi, że kolejne edycje zachęcą do udziału w niej zdecydowanie większą rzeszę fanów jazdy na dwóch kółkach. Poniżej przedstawię Wam kilka propozycji z Polski i organizowanych w jej pobliżu, gdzie najważniejsze jest przeżywanie emocji związanych z spędzaniem czasu na rowerze i niejednokrotnie również bardzo kreatywne podejście do zadań, jakie ów organizatorzy dla uczestników tych imprez przygotowali.

(więcej…)
Podróże

Zbyt szosowy na gravel i zbyt terenowy na szosę – EuroVelo 9

Hasłem EuroVelo określana jest sieć 14 długodystansowych szlaków rowerowych, które łączą różne zakątki Starego Kontynentu. Ich łączna długość przekracza 70 000 kilometrów, a główną ideą przyświecającą stworzeniu spójnej sieci jest rozwój turystyki zgodnej z hasłem “wczorajsi kupcy – dzisiejszymi turystami”. To odniesienie ściśle związane jest z czasami dawno minionymi, gdy jedynie kupcy korzystając z szlaków handlowych przemierzali kontynent wzdłuż i wszerz.

Historycznie osady ludzkie tworzyły się w miejscach, gdzie przebiegały szlaki handlowe, często ciągnące się przez tysiące kilometrów. W erze globalizacji handel odbywa się w większych aglomeracjach, które są połączone siecią autostrad, lotnisk, czy portów morskich. Wiele miasteczek, które w średniowieczu, czy okresie renesansu tętniły życiem, obecnie zostało odciętych od swoich korzeni. Ich rola została zmarginalizowana, a lata dawnej świetności można oglądać często tylko w lokalnych muzeach.

Unia Europejska zauważyła ten problem, który występuje nie tylko w Polsce, ale i innych krajach europejskich. W opinii Brukseli dla takich miejscowości szansą na rozwój jest zrównoważona turystyka. A impulsem do przyciągnięcia zagranicznego turysty może być długodystansowy szlak rowerowy – przygotowany w odpowiednim standardzie i odpowiednio promowany. Te standardy są szczegółowo opisane w dedykowanym przewodniku.

Przez nasz kraj przebiega pięć europejskich szlaków:

  • Szlak Stolic (EV 2): z Galway (Irlandia) do Moskwy (Rosja) – ok. 5 500 km
  • EV 4: z Roskoff (Francja) do Kijowa (Ukraina) – ok. 4 000 km
  • Szlak Bursztynowy (EV 9): z Gdańska (Polska) do Puli (Chorwacja) – ok. 1 900 km,
  • Szlak Morza Bałtyckiego (EV 10): z/do Kopenhagi (Dania) – ok. 8 000 km
  • Szlak Wschodniej Europy (EV 11): z Nordcapp (Norwegia) do Aten (Grecja) – ok. 6 000 km

W ubiegły weekend postanowiłem sprawdzić jak wygląda fragment Szlaku Bursztynowego znanego w Polsce bardziej jako “R9” – z Wrocławia do Poznania. To ponad 200 kilometrów z 1900 całego szlaku. Po wyjeździe z stolicy Dolnego Śląska kierujemy się na Wzgórza Trzebnickie po popularnej wśród lokalnych rowerzystów trasie przez Pasikurowice, Siedlec, Skarszyn i Skotniki docierając do popularnej Prababki. To niewielkie, kultowe wzniesienie pokonujemy jednak odwrotnie, niż to tradycyjnie ma miejsce. Wzgórza Trzebnickie to region o urozmaiconej konfiguracji terenu, a liczne podjazdy i zjazdy urozmaicają naszą podróż. Przy przejrzystej pogodzie jest spora szansa na dostrzeżenie rozległego widoku Sudetów, łącznie z Śnieżką i Karkonoszami. Mi niestety towarzyszyła bardzo gęsta mgła, miejscami ograniczająca widoczność do kilkudziesięciu metrów. Co na swój sposób też było dość urokliwe.

Mijamy Trzebnicę, omijając jednak centrum miasta kierując się na północ w kierunku lasów Doliny Baryczy. Niespecjalnie równa nawierzchnia tak jakby ostrzegała przed kolejnymi kilometrami. Kilkukilometrowy leśny odcinek w środku lasu prowadzi po bardzo zniszczonej szutrowej drodze, mocno wyboistej i pełnej błotnych atrakcji. Mimo, że jest on męczący i mocno irytujący warto przecierpieć, bo w nagrodę docieramy do ukrytego w środku lasu Jazu Niezgoda na rzece Barycz. W oficjalnych przewodnikach ten fragment można ominąć wybierając asfaltowy objazd, który jest polecany szczególnie turystom z sakwami i wózkami. To de facto jedyny gruntowy fragment na całym ponad 200-kilometrowym fragmencie szlaku. Wyjeżdżając z lasu docieramy do rezerwatu Stawów Milickich, a wąska ścieżka wzdłuż wodnych akwenów prowadzi do Rudy Sułowskiej.

Kolejne kilometry są już tylko asfaltowe, chociaż na mapie tak oczywiste to nie było. Generalnie rzecz ujmując – im bliżej Poznania, tym nawierzchnia staje się coraz lepsza. Zaczynają się też pagórki, których po minięciu Wzgórz Trzebnickich brakowało. To urozmaicenie terenu pozwala zwalczyć nudę, bo wokół oprócz pól i lasów nic ciekawego się nie dzieje.

Przed Gostyniem droga odbija w lewo, by dowieźć nas na Świętą Górę, gdzie znajduje się zbudowany na wzór weneckiej bazyliki Santa Maria della Salute zespół klasztorny filipinów. Od Czempina ruch na drodze znacząco wzrasta, co oznacza że stolicy Wielkopolski jest coraz bliżej. Na szczęście sytuację ratują ścieżki rowerowe, których – co warto dodać, dobrej jakości – jest tutaj całkiem sporo. Do Poznania docieramy od strony Lubonia, wciąż korzystając z szerokiej i przyjemnej drogi dedykowanej rowerzystom.

To według Wahoo jest droga szutrowa