Showing: 1 - 10 of 69 RESULTS
żabie doły
Podróże

Spokojna droga z Wrocławia do Katowic

Nie lubię niczego marnować. Stworzonych śladów GPX również. Poprzednia sobota okazała się być idealną by sprawdzić, czy przejazd przez aglomerację śląską jaki sobie narysowałem przy okazji budowania trasy #PolskieRTP jest dobry. Północno-zachodni silny wiatr motywował by to właśnie zrobić. A ponieważ to co udało mi się wykreślić było dobre, nie mogę się z Wami tą trasą nie podzielić.

(więcej…)
tatry
Podróże

Tam gdzie 10% to wciąż płasko – Beskid Wyspowy

Zazdroszczę mieszkańcom Małopolski. Najwyższych gór, najlepszych tras rowerowych, ale przede wszystkim niesamowitego zróżnicowania terenu. Chcesz płasko? Masz płasko? Chcesz górki? Masz górki. Chcesz wp….ol? Proszę bardzo. Ta różnorodność pozwala na bardzo wiele. No ale dla mnie największym magnesem przyciągającym mnie w te rejony są góry. Góry, których tutaj nie brakuje. Bo to nie tylko Tatry czy Pieniny, ale znacznie więcej. Jednym z mniej znanych, ale mocno dających w kość rejonów jest Beskid Wyspowy.

(więcej…)
góry sowie
Podróże

Dzień krótszy, a jednak dłuższy

Czy to srebrzyście świecący swoją pełnią księżyc, czy co innego obudziło mnie tego poranka? Nie mam pojęcia. Jest 5:00 rano, choć jeszcze wczoraj srebrny zegar wiszący na ścianie pomalowanej czarną farbą tablicową wskazywał godzinę 6:00. Dzień krótszy o godzinę, ale jednocześnie dłuższy. Krótszy o sen, ale dłuższy o przygodę, którą można przeżyć. I choć oszronione od zewnątrz okna wcale nie zachęcają do wstawania, robię to.

(więcej…)
ścieżka w polu
Podróże

5 imprez rowerowych o których być może nie słyszałeś, a będziesz chciał wziąć udział

W ostatnim czasie moją skrzynkę mailową zasypały wiadomości z propozycjami wzięcia udziałów w kilku imprezach. Wspólnym mianownikiem było określenie “jedyne i niepowtarzalne, o którym z pewnością nie zapomnisz”. Doświadczenie ostatnich kilku lat nauczyło mnie, że mało kto potrafi pokusić się o naprawdę niepowtarzalną imprezę, która nie będzie sprowadzać się tylko na pokonaniu określonego dystansu w limicie czasu. Która będzie czymś więcej niż tylko kolejną pętlą, co sprawi, że kolejne edycje zachęcą do udziału w niej zdecydowanie większą rzeszę fanów jazdy na dwóch kółkach. Poniżej przedstawię Wam kilka propozycji z Polski i organizowanych w jej pobliżu, gdzie najważniejsze jest przeżywanie emocji związanych z spędzaniem czasu na rowerze i niejednokrotnie również bardzo kreatywne podejście do zadań, jakie ów organizatorzy dla uczestników tych imprez przygotowali.

(więcej…)
Podróże

Zbyt szosowy na gravel i zbyt terenowy na szosę – EuroVelo 9

Hasłem EuroVelo określana jest sieć 14 długodystansowych szlaków rowerowych, które łączą różne zakątki Starego Kontynentu. Ich łączna długość przekracza 70 000 kilometrów, a główną ideą przyświecającą stworzeniu spójnej sieci jest rozwój turystyki zgodnej z hasłem “wczorajsi kupcy – dzisiejszymi turystami”. To odniesienie ściśle związane jest z czasami dawno minionymi, gdy jedynie kupcy korzystając z szlaków handlowych przemierzali kontynent wzdłuż i wszerz.

Historycznie osady ludzkie tworzyły się w miejscach, gdzie przebiegały szlaki handlowe, często ciągnące się przez tysiące kilometrów. W erze globalizacji handel odbywa się w większych aglomeracjach, które są połączone siecią autostrad, lotnisk, czy portów morskich. Wiele miasteczek, które w średniowieczu, czy okresie renesansu tętniły życiem, obecnie zostało odciętych od swoich korzeni. Ich rola została zmarginalizowana, a lata dawnej świetności można oglądać często tylko w lokalnych muzeach.

Unia Europejska zauważyła ten problem, który występuje nie tylko w Polsce, ale i innych krajach europejskich. W opinii Brukseli dla takich miejscowości szansą na rozwój jest zrównoważona turystyka. A impulsem do przyciągnięcia zagranicznego turysty może być długodystansowy szlak rowerowy – przygotowany w odpowiednim standardzie i odpowiednio promowany. Te standardy są szczegółowo opisane w dedykowanym przewodniku.

Przez nasz kraj przebiega pięć europejskich szlaków:

  • Szlak Stolic (EV 2): z Galway (Irlandia) do Moskwy (Rosja) – ok. 5 500 km
  • EV 4: z Roskoff (Francja) do Kijowa (Ukraina) – ok. 4 000 km
  • Szlak Bursztynowy (EV 9): z Gdańska (Polska) do Puli (Chorwacja) – ok. 1 900 km,
  • Szlak Morza Bałtyckiego (EV 10): z/do Kopenhagi (Dania) – ok. 8 000 km
  • Szlak Wschodniej Europy (EV 11): z Nordcapp (Norwegia) do Aten (Grecja) – ok. 6 000 km

W ubiegły weekend postanowiłem sprawdzić jak wygląda fragment Szlaku Bursztynowego znanego w Polsce bardziej jako “R9” – z Wrocławia do Poznania. To ponad 200 kilometrów z 1900 całego szlaku. Po wyjeździe z stolicy Dolnego Śląska kierujemy się na Wzgórza Trzebnickie po popularnej wśród lokalnych rowerzystów trasie przez Pasikurowice, Siedlec, Skarszyn i Skotniki docierając do popularnej Prababki. To niewielkie, kultowe wzniesienie pokonujemy jednak odwrotnie, niż to tradycyjnie ma miejsce. Wzgórza Trzebnickie to region o urozmaiconej konfiguracji terenu, a liczne podjazdy i zjazdy urozmaicają naszą podróż. Przy przejrzystej pogodzie jest spora szansa na dostrzeżenie rozległego widoku Sudetów, łącznie z Śnieżką i Karkonoszami. Mi niestety towarzyszyła bardzo gęsta mgła, miejscami ograniczająca widoczność do kilkudziesięciu metrów. Co na swój sposób też było dość urokliwe.

Mijamy Trzebnicę, omijając jednak centrum miasta kierując się na północ w kierunku lasów Doliny Baryczy. Niespecjalnie równa nawierzchnia tak jakby ostrzegała przed kolejnymi kilometrami. Kilkukilometrowy leśny odcinek w środku lasu prowadzi po bardzo zniszczonej szutrowej drodze, mocno wyboistej i pełnej błotnych atrakcji. Mimo, że jest on męczący i mocno irytujący warto przecierpieć, bo w nagrodę docieramy do ukrytego w środku lasu Jazu Niezgoda na rzece Barycz. W oficjalnych przewodnikach ten fragment można ominąć wybierając asfaltowy objazd, który jest polecany szczególnie turystom z sakwami i wózkami. To de facto jedyny gruntowy fragment na całym ponad 200-kilometrowym fragmencie szlaku. Wyjeżdżając z lasu docieramy do rezerwatu Stawów Milickich, a wąska ścieżka wzdłuż wodnych akwenów prowadzi do Rudy Sułowskiej.

Kolejne kilometry są już tylko asfaltowe, chociaż na mapie tak oczywiste to nie było. Generalnie rzecz ujmując – im bliżej Poznania, tym nawierzchnia staje się coraz lepsza. Zaczynają się też pagórki, których po minięciu Wzgórz Trzebnickich brakowało. To urozmaicenie terenu pozwala zwalczyć nudę, bo wokół oprócz pól i lasów nic ciekawego się nie dzieje.

Przed Gostyniem droga odbija w lewo, by dowieźć nas na Świętą Górę, gdzie znajduje się zbudowany na wzór weneckiej bazyliki Santa Maria della Salute zespół klasztorny filipinów. Od Czempina ruch na drodze znacząco wzrasta, co oznacza że stolicy Wielkopolski jest coraz bliżej. Na szczęście sytuację ratują ścieżki rowerowe, których – co warto dodać, dobrej jakości – jest tutaj całkiem sporo. Do Poznania docieramy od strony Lubonia, wciąż korzystając z szerokiej i przyjemnej drogi dedykowanej rowerzystom.

To według Wahoo jest droga szutrowa

Podróże

Recepta od natury

Z roku na rok coraz bardziej doceniam to co daje nam natura. Jazda na rowerze sprawia, że to obcowanie z otaczającą wokół przyrodą jest łatwiejsze, a jej docenianie bardziej świadome. Czym natura jest dla mnie? Jest to spokój, ukojenie, szczęście, przygoda, radość i poczucie, że to co dzieje się wokół mnie nie jest dziełem przypadku. Wiele z moich najbardziej pamiętnych chwil jest wynikiem przebywania na zewnątrz, zabawy na łonie natury.

(więcej…)
mamba on bike
Podróże

Jazda na gravelu niejedno ma imię. Trzy Hałdy Race

Moja przygoda z rowerem “żwirowym”, nazywanym nowocześnie i modnie gravelem rozpoczęła się po obejrzeniu filmów takich jak ten poniżej, z Dirty Kanza. Zwykła szosa i jazda po asfalcie przestała mi wystarczać, chciałem mieć więcej możliwości na wykorzystanie roweru z barankiem i nie ograniczać się, gdy gładka nawierzchnia się skończyła.

(więcej…)
great lakes gravel
Podróże

Nie planuj niczego – z wyprawy bikepackingowej na Great Lakes Gravel

Powolnie obracając korbą wspinam się na kolejną hopkę, tym razem nieco solidniejszą, której nachylenie dochodzi nawet do 10%. Uwielbiam to uczucie przyjemnego łaskotania mięśni. Jeszcze nie jest to krzyk rozpaczy, ale wiem że już przekroczyłem pewną granicę komfortu. Właśnie teraz czuję, że żyję. Taka jazda właśnie sprawia mi najwięcej przyjemności. Spoglądam na Wahoo, które pokazuje już ponad 3000 metrów przewyższeń. Kiedy? Choć Mazury wcale płaskie nie są, to te podjazdy są jakieś inne. Tak jakby życzliwsze dla nóg. A może to ta różnorodność trasy sprawia, że nie odczuwam specjalnego zmęczenia? Jedzie się całkiem sympatycznie, na horyzoncie widać już złociste niebo, które zapowiada kolejny ciekawy dzień. Choć tych w ostatnim czasie wcale nie brakowało. Oj, nie brakowało.

(więcej…)
Motywacja Podróże

Maraton Północ – Południe. Z Helu pod samiuśkie Tatry

Ta cisza stała się nieznośnie niepokojąca. Blask gwiazd rozpościerający się nad głową zdawał się sygnalizować, że coś tu nie gra. Wyostrzam swoje zmysły, nasłuchując i próbując cokolwiek zobaczyć w ciemności otaczającej nocy.  Z lewej strony ciągnące się w nieskończoność pola kukurydzy, z prawej pojedyncze domostwa, których otwarte bramy wzmagają moją czujność. Mówię sobie w głębi duszy, tym razem nie dam się zaskoczyć. Uprzedzę Was.

(więcej…)
Podróże

Gotowy do drogi (wersja 2020)

Coraz częściej z Waszych ust słyszę pytania, dlaczego wybrałem bikepacking, a nie “tradycyjne” sakwiarstwo? I w jaki sposób potrafię spakować “cały dom” w tak niewielki litraż. Poniższa odpowiedź będzie nieco, a nawet bardzo subiektywna, ponieważ mam tylko wyobrażenie i spostrzeżenia z boku, jeśli chodzi o sakwiarstwo, a nie prawdziwe doświadczenie.

Myślę, że odpowiedzią na to pytanie będzie rzecz, którą najbardziej cenię w jeździe na rowerze. Jestem szosowcem i mimo posiadania gravela i blisko 20 000 kilometrów na nim przejechanych to się znacząco nie zmieniło. Lubię pokonywać dystanse szybko*, a chęć poznawania świata i odwiedzania nowych miejsc zachęciła mnie kilka lat temu do bikepacking’u.

Bikepacking w moim odczuciu pozwala na zdecydowanie więcej, a bikepacking na gravelu w zasadzie nie ogranicza nas wcale. Zaś turystyka rowerowa z sakwami to koncepcja jazdy na rowerze po ustalonej, głównie dobrze przygotowanej trasie bez zbytniego zjeżdżania z niej. Turystyka rowerowa zdecydowanie różni się też pokonanymi dystansami, szybkością jazdą i jej wydajnością.

Bikepacking nie jest nowy, ponieważ koncepcja przypinania toreb do roweru jest tak stara, jak same rowery. Ta forma podróżowania rozwinęła się w ciągu ostatnich 5 lat za sprawą dość dużej uniwersalności jaką daje podróżowanie na lekko. Nie bez przyczyny najlepszą odpowiedzią na pytanie: “jaki rower jest najlepszy do bikepacking’u” jest: “ten, który aktualnie posiadasz”.

Dzięki torbom, które montuje się w ramie, na sztycy i kierownicy możemy równomiernie rozłożyć całkowity bagaż, jaki ze sobą przewozimy. Taki sposób pakowania pozwala również na przyjemniejszą i bezpieczniejszą podróż po nierównych szlakach i drogach.

Bikepacking to także sztuka dostosowywania się. Najlepszym zestawem bikepackingowym jest ten, z którego aktualnie korzystamy. Przez kilka lat jeżdżenia nie zdarzyło mi się, bym posiadał dokładnie taki sam ekwipunek. Wraz z nabieraniem doświadczenia się on zmieniał i zmienia nadal, a ja oprócz eliminowania zbędnych gratów staram się próbować czegoś nowego.

Publikuję ten tekst na chwilę przed wyjazdem w nieco dłuższą podróż. Uprzedzając pytania, które z pewnością się pojawią przy okazji wyprawy, poniżej publikuję listę rzeczy, które ze sobą zabieram i które będę mógł wykorzystać w jej trakcie.

1 – SZakwa – torba podsiodłowa “w sam raz”. Nie jest ani za mała, ani za duża, nie buja na boki i jest po prostu dobra. W środku mieści bieliznę do spania, drugi komplet odzieży do jazdy, śpiwór Cumulus i kurtkę (którą w przypadku dobrych prognoz zamienię na bluzę).

2 – Uprząż, którą jakich czas temu wykonałem według własnego projektu. W worku wodoszczelnym schowany jest namiot Naturhike Tagar 1, materac Naturhike i zestaw do parzenia kawy. Waga bagażu z przodu to raptem 1700 gram.

3 – Torba w ramie Blackburn Outpost Elite. Najnowszy nabytek, zakupiony po kilku miesiącach bardzo dobrych doświadczeń ze starszą siostrą. Model w rozmiarze L jest niezwykle lekki i pojemny. Idąc od dołu zmieścił skarpety wodoodporne (które trochę miejsca potrzebują), owiewki, nogawki, rękawki, apteczkę i kosmetyczkę, ręcznik, folię NRC, kurtkę i spodnie wodoodporne. Na górze bez problemu zmieścił się jeszcze dron, wraz z dodatkowymi akumulatorami i ładowarkami USB. Z boku trzymam dokumenty, dłuższe trytytki i vlepy, by świat się dowiedział gdzie byłem 🙂

4 – Praktyczna torebka, która idealnie mieści powerbank 20 000 mAh, duży telefon, chusteczki nawilżane, klucze i inne podręczne drobiazgi.

5 – Food bagi – czyli miejsce w którym przechowuję jedzonko 🙂

6 – Napęd – bo o to też pytacie 🙂 Sram Apex 1 (42×11-42), hamulce i tarcze TRP Spyre-C, klocki ceramiczne od znanego YouTube-ra 🙂

7 – Koła składane z komponentów DT Swiss: obręcze R500db, piasty DT350 i szprychy Competition. Na nich nałożone opony tubeless Vittoria Terreno Zero 650×47 z mlekiem Trezado.

8 – Narzędziownik – czyli miejsce na zapasowe części: klocki hamulcowe, dętka, łyżki, zestaw naprawczy do tubeless, zapasowy wentyl, łatki samoprzylepne, trytytki, taśma izolacyjna, przejściówka Presta/Schroeder, olej.

9 – Lemondka – ani typowo turystyczna, ani typowo czasowa. Taka w sam raz, która pozwala na wygodną jazdę w kilku pozycjach. Kupiona w niebieskim markecie sportowym.

10 – Gaz pieprzowy – nigdy nie wykorzystywałem, ale lepiej być przygotowanym

11 – Jeszcze jeden świeży patent, pozwalający trzymać bidony zamocowane do siodełka.

Na zdjęciu nie widać oświetlenia. Moim głównym światłem jest Mactronic Noise 2 z przodu i Mactronic Walle z tyłu, zaś w zapasie trzymam akumulatorowe Ravemen i SeeSense.

* – umiarkowanie szybko 🙂