Czy warto? Ostatnio coraz częściej zmuszacie mnie do odpowiadania na tak zadane pytanie. Pytanie, które już samo w sobie jest mocno nieprecyzyjne. Nigdy tak zadane pytanie nie ma jedynej, standardowej odpowiedzi. System zero-jedynkowy tutaj nie zadziała. Podobnie jest w przypadku produktu, o którym dzisiaj chciałbym napisać nieco więcej.

Dętki Tubolito nie są niczym odkrywczym. Funkcjonują na rynku od kilku lat, doczekały się wielu wersji, które były rozwijane wraz ze zbieraniem doświadczenia i feedbacku od innych użytkowników. Czym, poza charakterystycznym pomarańczowym kolorem wyróżniają się produkty austriackiego producenta? Przez ostatnich kilka tygodni sprawdzałem wersję CX/Gravel przeznaczoną dla opon 28″ o szerokości 30-40 mm.

Pierwszą, podstawową zaletą Tubolito jest rozmiar i waga. Ten wyraźnie odbiega od tradycyjnych butylowych rozwiązań. Wersja, jaką otrzymałem do testów waży około 55-60 g, czyli połowę mniej niż dętka butylowa Schwalbe o podobnym rozmiarze w wersji “light”. I to jest dosyć poważny argument, bowiem bez najmniejszych kłopotów do małej podsiodłówki Evoc’a mieszczę dwie dętki Tubolito (a także łyżki do opon, narzędziownik, taśmę izolacyjną, spinki, łatki, trytytki), a gdybym się postarał to i trzecia by się upchała. Przy klasycznych dętkach ciężko było pomieścić choćby jedną wraz z pozostałym szpejem wymienionym powyżej.

Sama waga dętki w kontekście jazdy moim zdaniem nie ma już tak dużego znaczenia, zapewniam Was że poza efektem psychologicznym jej nie odczujecie. Przez kilka ostatnich tygodni nie dostrzegłem jakiejś diametralnej poprawy oporów toczenia, przy wykorzystaniu Tubolito. Jeśli jakaś różnica jest to bardzo niewielka, która dla przeciętnego amatora nie będzie odczuwalna. W przeciwieństwie do systemu tubeless, którego walory odczuwam za każdym razem, gdy przeskakuję ze zwykłych dętek. Te słowa mogę też potwierdzić przy obecnie stosowanych Panaracer Gravelking SS+, z których zacząłem korzystać na dętkach, po mleko Orange Endurance aż do Tubolito właśnie.

Producent chwali się również, że termoplastyczne tworzywo z jakiego są tworzone dętki Tubolito jest dwukrotnie bardziej wytrzymały na przebicie, niż klasyczna dętka. Bo trzeba to jasno podkreślić – nie mamy tu do czynienia z lateksem, choć wiele takich komentarzy możecie znaleźć w sieci. To coś zdecydowanie trwalszego, zresztą biorąc Tubolito do ręki, wyczuwa się, że jest to dość gruby i gęsty materiał. Nie miałem okazji sprawdzać tej właściwości na sobie, ale ufam filmom z YouTube, że tak faktycznie jest. I jak można przypuszczać – również musicie mieć ze sobą specjalny zestaw łatek z klejem – szybkie zestawy samoprzylepne nie zdarzą tutaj egzaminu.

Ale jak to bywa, nie ma róży bez kolców. W swoim rowerowym życiu najwięcej dętek musiałem wymienić wcale nie z powodu przebicia, a zniszczonego wentyla. Niestety – co zresztą podkreślają też bardziej doświadczeni użytkownicy – to może być element, który będzie narażony na szybkie zużycie, w szczególności w trasie, gdy małymi pompkami często mocno szarpiemy wentyl w trakcie pompowania. Miejcie to na uwadze i zwyczajnie dbajcie o ten drobny, ale istotny element dętki (i nie tylko Tubolito, ale i każdej).

Moim zdaniem Tubolito są świetne jako opcja awaryjna, bo zajmuje mało miejsca i jest bardzo łatwa w użyciu. Wystarczy lekko ją napompować, a idealnie dopasowuje się do obręczy. No to wróćmy do pytania, które zadałem na początku tego tekstu. Czy warto? Jeżeli Twoim priorytetem jest waga i w pewnym sensie też wytrzymałość, to tak. Ale moim skromnym zdaniem, większość użytkowników nie dostrzeże różnic pomiędzy zwykłą dętką. Ze mną zostają na ten sezon, choć nie ukrywam, że przy pierwszej okazji zapewne wleję mleko.

Przeczytaj również:

%d bloggers like this: