Motywacja

Dlaczego rowerowe podróże?

Dlaczego to robisz? To pytanie jest mi zadawane wyjątkowo często. Zadawane przez osoby, które nie rozumieją dlaczego podróżowanie rowerem może być ciekawe i inspirujące, a nie wywołujące zmęczenie i ból nóg. Odpowiedzmy sobie więc na tytułowe pytanie. Dlaczego? Czy ten wysiłek w ogóle się opłaca?

Gdy zacząłem jeździć na rowerze do końca nie wiedziałem czego tak naprawdę od tej jazdy oczekuję. Wyścigi? Od razu wiedziałem, że to nie dla mnie. Nie czułem tego, nie rozumiałem, nie chciałem brać udziału w kolejnym rodzaju rywalizacji. Z czasem zaczęły mnie wciągać coraz dłuższe dystanse. Chciałem mieć możliwość siedzieć w siodełku dłużej i dłużej. Jechać dalej i odważniej. Odpocząć, gdy mam na to ochotę i zatrzymać się tam, gdzie widok mnie zachwyci.

Minimalizm i wolność

Życie na rowerze jest bardzo proste i sprowadza się do zaspokojenia trzech głównych priorytetów, podstawowych potrzeb życia: picia, jedzenia i spania. Nagle nie mam już w głowie tysiąca rzeczy, a stres cywilizacyjny, który wywołuje otaczający świat, zanika dzięki czemu moje ciało i umysł mogą się uspokoić. Wówczas będąc w tej innej rzeczywistości, pozbawiony codziennej rutyny – wyzwolony z nieistotnych rzeczy – mam możliwość skoncentrować się na tym co faktycznie jest dla mnie najważniejsze i dobre dla mojego życia.

Takie podejście daje mi wolność w głowie i sprawia, że jestem szczęśliwy. Przy tym wszystkim mogę żyć bardzo minimalnie. Nie zastanawiam się codziennie rano nad tym, co muszę ubrać, co kupić do jedzenia. Noszę to, co mam pod ręką, jem spośród rzeczy, którymi dysponuję. Nie wymyślam, nie udziwniam, niczego sobie nie komplikuję. 

Jadąc przed siebie obładowany różnymi torbami mam poczucie bycia ślimakiem. Nie z powodu prędkości, ale dlatego, że wiozę ze sobą cały dom. Jestem wolny i elastyczny, mogę zatrzymać się w dowolnym momencie,  na szczycie przełęczy, tylko po to, by móc odpocząć z zapierającymi dech w piersiach widokami. Nie jestem zależny od autobusu ani pociągu, sam decyduję, kiedy i gdzie jechać. Przyjeżdżam do miejsc o których nigdy bym nie dowiedział z przewodników. Rower zmusza do podejmowania niekonwencjonalnych decyzji i przeżywania przygód, których nie doświadczyłbym podczas zaplanowanych wakacji w hotelu na którymś słonecznym wybrzeżu.

Wiatr wieje wokół mojego nosa. Znam śpiew ptaków. Widzę hasające zające, stada saren i wiewiórki skaczące po drzewach. Wącham jeżyny, zrywam jabłka, zachwycam się otaczającą przyrodą. W samochodzie, autobusie lub pociągu przegapiłbym to wszystko i wiele więcej.

Odnajdywanie siebie

Podróżując rowerem czy to dalej, czy bliżej mam szansę mieć czas dla siebie i odnaleźć siebie. Przebywając poza swoim normalnym środowiskiem, jestem wolny od ról, które muszę odegrać. Czas i wewnętrzny spokój, jaki mi towarzyszy pozwala na myślenie i refleksję. I to właśnie zmienia ciebie. Dostajesz szansę poznać swoje inne „ja”. Poznajesz swoje własne granice, uczysz się lepiej reagować na konkretne sytuacje. Zbierasz wiedzę o naturze ludzkiej, kształtujesz cierpliwość i siłę charakteru. Dzięki temu uczysz się wielu nowych rzeczy. Podobnie poznajesz swój własny rytm i swoje ciało. 

Rower daje możliwość poruszania się i bycia niezależnym. Jednocześnie mam swobodę dostania się do odległych obszarów. Przejeżdżam przez małe wioski, które normalny podróżujący autobusem widzi tylko przez okno. Wybieram mniej ruchliwe drogi. W ten sposób poznaję świat bardziej autentyczny, nie tylko widziany z normalnej perspektywy turystycznej. 

Rower działa jak magnes, ludzie patrzą na ciebie z ciekawością i otwartością. Wielu rozpoczyna rozmowę, pyta jak daleko się posuwasz, kibicuje. Dostajesz bezinteresownie butelkę wody, lub bułkę. Uczysz się świata na nowo, dostrzegasz dobro w ludzkości, które w życiowej codzienności jest zatracane. Potrafisz być wdzięcznym, wyrozumiałym, serdecznym. Pokonywane odległości nagle wydają się inne, stają się względne.

Poczucie dumy

Jazda rowerem uczy pokory, pozwala nabrać dystansu do siebie i otaczającego świata. Nie każdy dzień jest świetny i czasami trzeba zagryźć zęby. Przeszkadzać może wszystko, od warunków meteorologicznych, sprzętu, przez ludzi. Możesz się rozchorować po całodziennej jeździe w deszczu, lub umierać na niekończących się przełęczach. To ciężka praca. Praca, która mimo trudności się opłaca. Patrzysz na mapę Europy i masz nieopisane uczucie. Cholera, przejechałem z Wrocławia do Sierra Nevada. Z Polski do Hiszpanii. W dwa tygodnie. Tylko za pomocą własnych sił.

Zobacz jeszcze to: