Coraz częściej z Waszych ust słyszę pytania, dlaczego wybrałem bikepacking, a nie “tradycyjne” sakwiarstwo? I w jaki sposób potrafię spakować “cały dom” w tak niewielki litraż. Poniższa odpowiedź będzie nieco, a nawet bardzo subiektywna, ponieważ mam tylko wyobrażenie i spostrzeżenia z boku, jeśli chodzi o sakwiarstwo, a nie prawdziwe doświadczenie.

Myślę, że odpowiedzią na to pytanie będzie rzecz, którą najbardziej cenię w jeździe na rowerze. Jestem szosowcem i mimo posiadania gravela i blisko 20 000 kilometrów na nim przejechanych to się znacząco nie zmieniło. Lubię pokonywać dystanse szybko*, a chęć poznawania świata i odwiedzania nowych miejsc zachęciła mnie kilka lat temu do bikepacking’u.

Bikepacking w moim odczuciu pozwala na zdecydowanie więcej, a bikepacking na gravelu w zasadzie nie ogranicza nas wcale. Zaś turystyka rowerowa z sakwami to koncepcja jazdy na rowerze po ustalonej, głównie dobrze przygotowanej trasie bez zbytniego zjeżdżania z niej. Turystyka rowerowa zdecydowanie różni się też pokonanymi dystansami, szybkością jazdą i jej wydajnością.

Bikepacking nie jest nowy, ponieważ koncepcja przypinania toreb do roweru jest tak stara, jak same rowery. Ta forma podróżowania rozwinęła się w ciągu ostatnich 5 lat za sprawą dość dużej uniwersalności jaką daje podróżowanie na lekko. Nie bez przyczyny najlepszą odpowiedzią na pytanie: “jaki rower jest najlepszy do bikepacking’u” jest: “ten, który aktualnie posiadasz”.

Dzięki torbom, które montuje się w ramie, na sztycy i kierownicy możemy równomiernie rozłożyć całkowity bagaż, jaki ze sobą przewozimy. Taki sposób pakowania pozwala również na przyjemniejszą i bezpieczniejszą podróż po nierównych szlakach i drogach.

Bikepacking to także sztuka dostosowywania się. Najlepszym zestawem bikepackingowym jest ten, z którego aktualnie korzystamy. Przez kilka lat jeżdżenia nie zdarzyło mi się, bym posiadał dokładnie taki sam ekwipunek. Wraz z nabieraniem doświadczenia się on zmieniał i zmienia nadal, a ja oprócz eliminowania zbędnych gratów staram się próbować czegoś nowego.

Publikuję ten tekst na chwilę przed wyjazdem w nieco dłuższą podróż. Uprzedzając pytania, które z pewnością się pojawią przy okazji wyprawy, poniżej publikuję listę rzeczy, które ze sobą zabieram i które będę mógł wykorzystać w jej trakcie.

1 – SZakwa – torba podsiodłowa “w sam raz”. Nie jest ani za mała, ani za duża, nie buja na boki i jest po prostu dobra. W środku mieści bieliznę do spania, drugi komplet odzieży do jazdy, śpiwór Cumulus i kurtkę (którą w przypadku dobrych prognoz zamienię na bluzę).

2 – Uprząż, którą jakich czas temu wykonałem według własnego projektu. W worku wodoszczelnym schowany jest namiot Naturhike Tagar 1, materac Naturhike i zestaw do parzenia kawy. Waga bagażu z przodu to raptem 1700 gram.

3 – Torba w ramie Blackburn Outpost Elite. Najnowszy nabytek, zakupiony po kilku miesiącach bardzo dobrych doświadczeń ze starszą siostrą. Model w rozmiarze L jest niezwykle lekki i pojemny. Idąc od dołu zmieścił skarpety wodoodporne (które trochę miejsca potrzebują), owiewki, nogawki, rękawki, apteczkę i kosmetyczkę, ręcznik, folię NRC, kurtkę i spodnie wodoodporne. Na górze bez problemu zmieścił się jeszcze dron, wraz z dodatkowymi akumulatorami i ładowarkami USB. Z boku trzymam dokumenty, dłuższe trytytki i vlepy, by świat się dowiedział gdzie byłem 🙂

4 – Praktyczna torebka, która idealnie mieści powerbank 20 000 mAh, duży telefon, chusteczki nawilżane, klucze i inne podręczne drobiazgi.

5 – Food bagi – czyli miejsce w którym przechowuję jedzonko 🙂

6 – Napęd – bo o to też pytacie 🙂 Sram Apex 1 (42×11-42), hamulce i tarcze TRP Spyre-C, klocki ceramiczne od znanego YouTube-ra 🙂

7 – Koła składane z komponentów DT Swiss: obręcze R500db, piasty DT350 i szprychy Competition. Na nich nałożone opony tubeless Vittoria Terreno Zero 650×47 z mlekiem Trezado.

8 – Narzędziownik – czyli miejsce na zapasowe części: klocki hamulcowe, dętka, łyżki, zestaw naprawczy do tubeless, zapasowy wentyl, łatki samoprzylepne, trytytki, taśma izolacyjna, przejściówka Presta/Schroeder, olej.

9 – Lemondka – ani typowo turystyczna, ani typowo czasowa. Taka w sam raz, która pozwala na wygodną jazdę w kilku pozycjach. Kupiona w niebieskim markecie sportowym.

10 – Gaz pieprzowy – nigdy nie wykorzystywałem, ale lepiej być przygotowanym

11 – Jeszcze jeden świeży patent, pozwalający trzymać bidony zamocowane do siodełka.

Na zdjęciu nie widać oświetlenia. Moim głównym światłem jest Mactronic Noise 2 z przodu i Mactronic Walle z tyłu, zaś w zapasie trzymam akumulatorowe Ravemen i SeeSense.

* – umiarkowanie szybko 🙂

Przeczytaj również:

Wszystko co powinieneś wiedzieć o bikepacking'u

Obowiązkowa lektura dla każdego,
kto chce rozpocząć bikepacking'owe przygody!
%d bloggers like this: