Z roku na rok coraz bardziej doceniam to co daje nam natura. Jazda na rowerze sprawia, że to obcowanie z otaczającą wokół przyrodą jest łatwiejsze, a jej docenianie bardziej świadome. Czym natura jest dla mnie? Jest to spokój, ukojenie, szczęście, przygoda, radość i poczucie, że to co dzieje się wokół mnie nie jest dziełem przypadku. Wiele z moich najbardziej pamiętnych chwil jest wynikiem przebywania na zewnątrz, zabawy na łonie natury.

W Wielkiej Brytanii niektórzy lekarze wypisują recepty na czas spędzony na świeżym powietrzu. Tamtejsi naukowcy akademiccy za pomocą badań nad mikroflorą znajdującą się w glebie doszli do wniosku, że przebywanie na świeżym powietrzu może odgrywać rolę w zmianie poziomu naszych hormonów. Co mówiąc inaczej prowadzi do podwyższonego nastroju. Ekoterapia to praktyka, który stosuje oparte na naturze ćwiczenia i terapie mające na celu poprawę zdrowia psychicznego i fizycznego. Terapie, które mogą zalecić tacy praktycy, mogą obejmować regularne sesje plenerowe z terapeutą lub proste ćwiczenia wykonywane samodzielnie w celu poprawy zdrowia.

Ćwiczeniem, które wykonuję regularnie jest obracanie korbą, najlepiej wśród drzew mieniących się wszystkimi barwami jesieni. Ta pora roku zachęca mnie jeszcze bardziej do wyjazdu w góry, aby zobaczyć klony, dęby i buki w marchewkowo-rdzawym kolorze. Niewiele jest rzeczy lepszych niż połączenie błękitnego nieba i czerwonego poszycia drzew, które co roku staram się doświadczać w Górach Sowich. Ta kraina, nieco być może zapomniana i omijana, staje się genialną destynacją na jesienne podróże. Wąskie, kręte i wijące się dosyć stromo w górę ścieżki prowadzą do magicznych oaz, w których doświadczenie spokoju staje się czymś więcej, niż tylko zwyczajnym oderwaniem się od codzienności. To moja rowerowa nirwana, błogi stan który cenię szczególnie właśnie teraz. Jesienne Sowy mają w sobie coś niesamowitego, czego nie udało mi się jeszcze doświadczyć nigdzie indziej.

Niedzielne prognozy pogody zachęciły mnie by klasyczną wizytę w Górach Sowich przedłużyć o Kotlinę Kłodzką. Klasyczne zjawisko inwersji sprawiło, że Kłodzko przywitało mnie gęstą, wilgotną i zimną mgłą. Ale wraz z upływającymi kilometrami i podjeżdżaniem do góry, powietrze stawało się rzadsze i cieplejsze, by w końcu doświadczyć za Bożkowem takiego widoku.

Każdy kolejny kilometr zachwycał bardziej i bardziej. Zamiast słów, zostawię Was ze zdjęciami – i mam nadzieję, że zachęcę do odwiedzin.

Przeczytaj również:

Wszystko co powinieneś wiedzieć o bikepacking'u

Obowiązkowa lektura dla każdego,
kto chce rozpocząć bikepacking'owe przygody!
%d bloggers like this: