Nie lubię niczego marnować. Stworzonych śladów GPX również. Poprzednia sobota okazała się być idealną by sprawdzić, czy przejazd przez aglomerację śląską jaki sobie narysowałem przy okazji budowania trasy #PolskieRTP jest dobry. Północno-zachodni silny wiatr motywował by to właśnie zrobić. A ponieważ to co udało mi się wykreślić było dobre, nie mogę się z Wami tą trasą nie podzielić.

Niemal w 100% ślad ten prowadzi po cichych i spokojnych drogach Dolnego Śląska, Opolszczyzny i Śląska. W zdecydowanej większości są to dobre i bardzo dobre asfalty i tylko dwa krótkie fragmenty szutrowe (ok. 5-6 km), które moim zdaniem są do przejechania spokojnie również na szosie z oponami węższymi niż moje 35 mm.

Ponieważ mieszkam na zachodzie Wrocławia, to aby się z niego wydostać potrzebuję dobrej godziny i 30 kilometrów. Dlatego naszą wycieczkę rozpocznijmy na rondzie w Łanach. Kierujemy się na Jelcz-Laskowice ładną, asfaltową drogą. W Dobrzykowicach żądni atrakcji mogą zboczyć w lewo, by zobaczyć domy Kargula i Pawlaka, bowiem tutaj właśnie kręcono kultowe komedie Sylwestra Chęcińskiego. Zobaczycie wprawdzie niewiele, bo oba budynki otacza wysoki mur i brama – wszak tam normalnie mieszkają dziś ludzie.

Trasa do Jelcza wydaje się być spokojna, ale musicie być czujni ponieważ nie raz i nie dwa zdarzyło mi się być tam mijanym na centymetry, czy zaliczać czołówkę z BMW X3 będąc zmuszonym uciekać do rowu. Swoją drogą wówczas nagrałem zdarzenie, zgłosiłem policji, ale właścicielka ani trochę nie poczuwała się do odpowiedzialności. Sprawa skończyła się w sądzie, który przyznał bonusowe punkty i odpowiednio wysoki mandat. Niestety, ale z każdym rokiem na drogach robi się coraz bardziej niebezpiecznie i nikt nie zadba o nas – rowerzystów – lepiej, niż my sami. Oczywiście, nie mamy wpływu na innych użytkowników drogi, ale możemy zwiększyć swoją widoczność i być ostrożniejszym – zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania.

Wróćmy na naszą trasę. Przed Jelczem, w Miłoszycach skręcamy w prawo kierując się do strefy przemysłowej. Moim zdaniem jest to lepsze rozwiązanie, niż jazda przez centrum Jelcza. Docieramy do drogi wojewódzkiej kierującej nas na Oławę, ale po zaledwie kilku kilometrach w lesie odbijamy w lewo na Janików i Bystrzycę. Ta ostatnia to „wioska cudów”, choć jak doszperacie się w internecie wcale nie chodzi tu o sprawy religijne. Kiedyś przejazd tą trasą był wyzwaniem, dzisiaj do DK39 pod Brzegiem dojeżdżacie niemal ciągle mając pod kołami nowy asfaltowy dywanik. Dalej odbijacie na drogę wojewódzką w kierunku Opola. Od Czarnowąsów, które dzisiaj są „dzielnicą” stolicy polskiej piosenki, a jeszcze niedawno były po prostu wsią znaną głównie z piłkarskiego klubu „Swornica” (która wciąż istnieje i gra w IV lidze opolskiej) towarzyszyć nam będzie rzeka „Mała Panew”.

Przejeżdżając przez kolejne podopolskie wsie docieramy nad Jezioro Turawskie, które jest jednym z większych akwenów wodnych w okolicy. Tutaj z głównej drogi odbijam na Niwki. To malutka wieś ukryta w lesie, zamieszkała przez niecałe 200 mieszkańców. To tutaj urodził się Joachim Halupczok, jeden z najbardziej utalentowanych kolarzy nie tylko Ziemi Opolskiej, ale i Polski. Mistrz Polski i świata amatorów z 1989 r. Zatrzymuję się chwilę przy jego pomniku znajdującym się w centrum wsi. Podobnie robią i inni przemierzający w kierunku Turawy. Podążam ich śladem leśną ścieżką, by wrócić na główną drogę z której chwilę wcześniej zboczyłem. Dalsza droga na Śląsk nie dostarcza spektakularnych widoków. Jadę lasem, podziwiając jedynie zawijającą się Małą Panew. Aż do Bytomia ruchu samochodowego praktycznie nie ma. Dopiero jadąc wzdłuż Bursztynowej autostrady A1 aut pojawia się więcej. Sam Bytom również nie jest zbyt przyjazny dla rowerzystów, w szczególności gdy wybiera się główną drogę. To najmniej przyjemna część podróży. Ale nie trwa długo i tuż za rynkiem odbijam na szutrową ścieżkę prowadzącą do „Żabich Dołów”.

To zaskakujące, że w sercu śląskiej aglomeracji znajdziemy miejsce będące siedliskiem blisko 130 gatunków ptaków, wielu ssaków, owadów i płazów. Fakt, są to pozostałości górnicze, które zostały zagospodarowane około 25 lat temu, ale przyznacie, że to naprawdę imponujące! Na miejscu do dyspozycji wypoczywających znajduje się 6 czatowni, skąd można obserwować naturę i wypatrywać kolejne unikalne stworzenia. Do Żabich Dołów prowadzą ciekawe „żabie” murale na budynkach i ścianach wiaduktów.

Miejskimi drogami Siemianowic Śląskich z bardzo charakterystycznym widokiem śląskich familoków docieram do Nikiszowca, jednego z najbardziej unikalnych osiedli robotniczych uznanego Pomnikiem Historii. Tutaj też kończy się ślad polskiego #rtpl3, który dalej miał prowadzić przez Lędziny do Chełmka i dalej na Wadowice. Ja wracam w drugą stronę, do centrum Katowic, by wsiąść do powrotnego pociągu.

P.S. Wprawdzie poniższy ślad ma 250 km, ale od granicy Wrocławia – Łanów do Nikiszowca jest to około 200 kilometrów. Oczekując na wspomniany pociąg wybrałem się jeszcze do zapamiętanego przeze mnie z dzieciństwa Parku Śląskiego.

Przeczytaj również: