Jeśli usiądziesz pod ładnym parasolem to poczujesz się jak na wakacjach. Nieważne, czy będzie to przytulny taras, ogród, czy balkon. Uruchamiając wyobraźnię, poczujesz się jak w słonecznym kurorcie gdzieś na końcu świata. Poczujesz się zrelaksowany i odprężony, bo tak naprawdę najwięcej radości czerpiesz z przebywania na zewnątrz, prawda? Oczywiście, długie podróże po nieznanych terenach to zupełnie coś innego, ale jeśli nie jest to możliwe, dość łatwo podróżniczo-wakacyjną atmosferę można przenieść do własnego ogrodu. W szczególności, gdy ten ogród – jak się okazuje – wcale nie jest Ci znany.

Ten rok sprawił, że zacząłem odkrywać bliskie miejsca, które do tej pory ignorowałem. Tym razem przyszedł czas na eksplorację Małopolski i sprawdzenie projektu rowerowego Velo Małopolska. Jest to bodaj największe w Polsce przedsięwzięcie związane z rowerową infrastrukturą w naszym kraju. Kilkukrotnie wcześniej miałem już okazję przez chwilę poruszać się po Wiślanej Trasie Rowerowej, teraz przyszedł czas na kolejne ścieżki, a w szczególności Velo Dunajec.

Czym jest Velo Małopolska?

Velo Małopolska to inicjatywa Urzędu Marszałkowskiego w Krakowie, która zakłada stworzenie spójnej sieci ścieżek rowerowych, które się ze sobą łączą w logiczną całość. Szlaki mają spełniać standardy EuroVelo, czyli w dużym uogólnieniu powinny się charakteryzować ciągłością, oraz maksymalnym odseparowaniem od ruchu samochodowego. Na chwilę obecną w dużej mierze gotowe są już Wiślana Trasa Rowerowa, Velo Dunajec, Velo Metropolis i Velo Natura. Na etapie projektowania zaś są Velo Raba, Velo Skawa, Velo Prądnik i Velo Rudawa.

Głównym obiektem mojego zainteresowania w ubiegły weekend stał się szlak Velo Dunajec, który prowadzi od Zakopanego w dół rzeki do ujścia w miejscowości Wietrzychowice. Droga prowadzi przede wszystkim w dół (chociaż na szlaku kilka krótkich ścianek wciskających w siodełko też się znalazło). Postanowiłem sobie nieco utrudnić sprawę i szlak pojechałem w kierunku przeciwnym. Moją przygodę z okrzykniętym przez wielu „najpiękniejszym szlakiem rowerowym w Polsce” rozpocząłem w Tarnowie, a ściślej w przysiółku Równie, kilka kilometrów pod miastem. Od razu przy tym dodam, że nie trzymałem się ściśle szlaku – czasami była to świadoma decyzja, a czasami… A może o tym na końcu.

Najpiękniejszy szlak rowerowy

Szymon Nitka z bloga Znajkraj ani trochę nie przesadzał stwierdzając, że jest to najpiękniejszy szlak rowerowy w naszym kraju. Zresztą odsyłam Was do niego, gdzie znajdziecie szczegółowy opis szlaku, wraz z atrakcjami jakie można obejrzeć po drodze. Ja poniżej skupię się bardziej na wrażeniach związanych ściśle z przejechaniem szlaku. Przyznam szczerze, że tzw. atrakcje turystyczne mnie nie pociągają i coś musi być naprawdę zachwycające bym zjechał z obranej drogi.

Osobiście przyznaję, że niemal każdy kilometr trasy dostarcza wspaniałych krajobrazów i nie ważne czy jest to Podhale, Pieniny, czy Beskidy. Na Velo Dunajec jest po prostu cudownie! Widoki, jakie otrzymujemy po drodze są integralną częścią szlaku i sprawiają, że czas który spędzamy na siodełku roweru mija zdecydowanie szybciej. Ponadto ścieżki są wyposażone w liczne Miejsca Obsługi Rowerzystów (które jednak nie zawsze są w stanie spełnić swoją rolę), a przede wszystkim swoim standardem przypominają drogi zachodniej Europy.

Pisząc powyższe, chodzi mi głównie o równą i gładką nawierzchnię, która pozwala się dość łatwo rozpędzić i nie czuć drgawek mając ponad 25 km/h. Zauważyłem bowiem, że wiele ścieżek jakie w Polsce powstają nie zawsze ma idealnie gładką powierzchnię asfaltu, a wyższa prędkość potrafi frustrować trzęsącymi rękami na kierownicy. Mi osobiście – osobie, która rowerowo wychowała się na rowerze szosowym to szczerze przeszkadza. Na szczęście, w Małopolsce tego nie poczujecie. Tutaj ścieżki są przygotowane do każdego typu roweru i każdej prędkości (chociaż nie namawiam nikogo do robienia tam KOM-ów z średnią 50 km/h).

Velo Dunajec w przeważającej większości jest asfaltowa, w dużej mierze po odseparowanych od ruchu samochodowego wałach, lub wiejskich dróżkach. Co nie oznacza, że nie jest niebezpiecznie. Dość dziwną i niepokojącą sytuację napotkałem przez Zakliczynem, gdzie ze względu na wylewany asfalt na głównej drodze niektórzy postanowili sobie objechać ten fragment ścieżką rowerową. Doszło do kuriozalnej sytuacji, gdy furgonetka przewożąca leki spotkała się z ciężarówką blokując całkowicie przejazd przez ścieżkę rowerową. Jak widać znaki zakazu wjazdu dla wielu są niewystarczające…

velo dunajec
Bardzo niebezpieczna sytuacja przed Zakliczynem

Jedyny dłuższy szutrowy fragment prowadzi po słowackiej stronie, łącząc Červený Kláštor z Szczawnicą. Można go ominąć jadąc asfaltem przez Czorsztyn, tylko po co? Akurat w momencie, gdy jechałem ten odcinek nad Pieninami rozpętała się szalona burza, która szlak zmieniła w rwący potok zatrzymując setki osób w malutkich wiatach, albo pod większymi drzewami. Ten burzowy krajobraz okazał się być niesamowity, a jazda wzdłuż Dunajca mimo deszczu i piorunów wokół dostarczyła niezwykłych wizualnych wrażeń.

Velo Dunajec prowadzi przede wszystkim wzdłuż rzeki o tej samej nazwie, przecinając ją co jakiś czas licznymi mostami, które są stworzone tylko i wyłącznie dla ruchu rowerowego. Tylko to pokazuje jak bardzo poważnie województwo małopolskie podchodzi do tego projektu. Kibicuję z całego serca, aby urzędnicy doprowadzili realizację tego przedsięwzięcia do końca, ponieważ drzemiący w nim potencjał pozwoli w krótkim czasie przyciągnąć w te rejony nie tylko turystów z Polski, ale również i innych zakątków świata.

Łyżka dziegciu

W poście który „na gorąco” umieściłem na Facebook’u napisałem, że daję szlakowi Velo Dunajec szkolne „trzy z plusem”. Czytając wcześniejsze akapity zapewne zachodzisz w głowę o co chodzi. Już tłumaczę.

Mimo ogromnej radości, jaką dało mi przejechanie szlaku, było kilka rzeczy, które moim zdaniem dzisiaj nieco psują bardzo pozytywne wrażenie.

Po pierwsze: oznakowanie szlaku. Niestety, chociaż szlak jest dość dobrze oznakowany, to znajdują się na nim miejsca, gdy oznakowanie znika, lub jest nieoczywiste (raz jest znak Velo Dunajec, innym razem EuroVelo 11, albo oba jednocześnie). Oznakowania jakiegokolwiek brakuje na niedokończonych fragmentach, co z jednej strony jest nawet zrozumiałe. Z drugiej jednak przy promowaniu na różne sposoby tej ścieżki już dzisiaj chciałbym przynajmniej tymczasowych oznaczeń, w którym kierunku mam się poruszać, by dotrzeć na kolejny gotowy fragment – bez konieczności posiadania wgranego GPX-a.

Po drugie: ścieżki kończące się w środku pola. Dla mnie osobiście kończący się asfalt i przejazd przez piaski, czy gęste trawy nie był żadnym problemem, to osoby z wypełnionymi po brzegi sakwami mogłyby mieć nieco inne zdanie. Na szczęście takich fragmentów jest niewiele i są stosunkowo krótkie, co każe się domyślać, że wkrótce się to zmieni.

Po trzecie: ruchliwe drogi. W szczególności przed Krościenkiem było bardzo niebezpiecznie, a niektórzy rowerzyści korzystali z wąskich chodników i poboczy.

Po czwarte: MOR-y. O ile są wizualnie bardzo ładne, to w przypadku burzy zupełnie niepraktyczne ze względu na niewielkie zadaszenie. Proponowałbym doprojektować dodatkowe zadaszenie, które pozwoli schronić się większej grupie rowerzystów w trakcie intensywnej ulewy.

Powyższe problemy nie są rażące, ale niektórym mogą nieco popsuć zabawę z jazdy szlakiem Velo Dunajec. Dlatego uważam, że moja ocena Velo Dunajec bardzo szybko z „3+” może powędrować do „5”.

Przehyba

Będąc na szlaku Velo Dunajec nie mogłem odpuścić pokonania jednego z najtrudniejszych podjazdów w Polsce – na Przehybę. W klasyfikacji prowadzonej na altimetr.pl zajmuje zaszczytne 4. miejsce. Przyznam szczerze, że na górze czułem się nieco zawiedziony. W porównaniu do Przełęczy Karkonoskiej czy Stogu Izerskiego tutaj nie ma spektakularnych procentów, które zrzucają z siodełka. Powiem więcej, wizualnie wcale nie widać, że droga wznosi się nawet 16% do góry. Dość solidnie zapakowany rower też nie był problemem. Widoki na górze są z pewnością ciekawe i chyba tylko dla nich mógłbym tam ponownie wrócić. Tego dnia widziałem jedynie burzę, która rozpętała się w zasadzie na całej długości Tatr i coraz szybciej zbliżała się w moim kierunku.

Na koniec zapraszam Was do obejrzenia filmu, który jednak nie pokazuje w pełni walorów Velo Dunajec. Niestety, brak karty pamięci której zapomniałem (a nową zakupiłem dopiero w Nowym Sączu), oraz burza skutecznie zmusiły mnie do schowania szczelnie drona w torbie. Więcej ujęć tutaj wykorzystanych zostało wykonanych już poza szlakami Velo Małopolska.

Przeczytaj również:

Wszystko co powinieneś wiedzieć o bikepacking'u

Obowiązkowa lektura dla każdego,
kto chce rozpocząć bikepacking'owe przygody!
%d bloggers like this: