Showing: 1 - 10 of 61 RESULTS
Motywacja Podróże

Maraton Północ – Południe. Z Helu pod samiuśkie Tatry

Ta cisza stała się nieznośnie niepokojąca. Blask gwiazd rozpościerający się nad głową zdawał się sygnalizować, że coś tu nie gra. Wyostrzam swoje zmysły, nasłuchując i próbując cokolwiek zobaczyć w ciemności otaczającej nocy.  Z lewej strony ciągnące się w nieskończoność pola kukurydzy, z prawej pojedyncze domostwa, których otwarte bramy wzmagają moją czujność. Mówię sobie w głębi duszy, tym razem nie dam się zaskoczyć. Uprzedzę Was.

(więcej…)
Podróże

Gotowy do drogi (wersja 2020)

Coraz częściej z Waszych ust słyszę pytania, dlaczego wybrałem bikepacking, a nie “tradycyjne” sakwiarstwo? I w jaki sposób potrafię spakować “cały dom” w tak niewielki litraż. Poniższa odpowiedź będzie nieco, a nawet bardzo subiektywna, ponieważ mam tylko wyobrażenie i spostrzeżenia z boku, jeśli chodzi o sakwiarstwo, a nie prawdziwe doświadczenie.

Myślę, że odpowiedzią na to pytanie będzie rzecz, którą najbardziej cenię w jeździe na rowerze. Jestem szosowcem i mimo posiadania gravela i blisko 20 000 kilometrów na nim przejechanych to się znacząco nie zmieniło. Lubię pokonywać dystanse szybko*, a chęć poznawania świata i odwiedzania nowych miejsc zachęciła mnie kilka lat temu do bikepacking’u.

Bikepacking w moim odczuciu pozwala na zdecydowanie więcej, a bikepacking na gravelu w zasadzie nie ogranicza nas wcale. Zaś turystyka rowerowa z sakwami to koncepcja jazdy na rowerze po ustalonej, głównie dobrze przygotowanej trasie bez zbytniego zjeżdżania z niej. Turystyka rowerowa zdecydowanie różni się też pokonanymi dystansami, szybkością jazdą i jej wydajnością.

Bikepacking nie jest nowy, ponieważ koncepcja przypinania toreb do roweru jest tak stara, jak same rowery. Ta forma podróżowania rozwinęła się w ciągu ostatnich 5 lat za sprawą dość dużej uniwersalności jaką daje podróżowanie na lekko. Nie bez przyczyny najlepszą odpowiedzią na pytanie: “jaki rower jest najlepszy do bikepacking’u” jest: “ten, który aktualnie posiadasz”.

Dzięki torbom, które montuje się w ramie, na sztycy i kierownicy możemy równomiernie rozłożyć całkowity bagaż, jaki ze sobą przewozimy. Taki sposób pakowania pozwala również na przyjemniejszą i bezpieczniejszą podróż po nierównych szlakach i drogach.

Bikepacking to także sztuka dostosowywania się. Najlepszym zestawem bikepackingowym jest ten, z którego aktualnie korzystamy. Przez kilka lat jeżdżenia nie zdarzyło mi się, bym posiadał dokładnie taki sam ekwipunek. Wraz z nabieraniem doświadczenia się on zmieniał i zmienia nadal, a ja oprócz eliminowania zbędnych gratów staram się próbować czegoś nowego.

Publikuję ten tekst na chwilę przed wyjazdem w nieco dłuższą podróż. Uprzedzając pytania, które z pewnością się pojawią przy okazji wyprawy, poniżej publikuję listę rzeczy, które ze sobą zabieram i które będę mógł wykorzystać w jej trakcie.

1 – SZakwa – torba podsiodłowa “w sam raz”. Nie jest ani za mała, ani za duża, nie buja na boki i jest po prostu dobra. W środku mieści bieliznę do spania, drugi komplet odzieży do jazdy, śpiwór Cumulus i kurtkę (którą w przypadku dobrych prognoz zamienię na bluzę).

2 – Uprząż, którą jakich czas temu wykonałem według własnego projektu. W worku wodoszczelnym schowany jest namiot Naturhike Tagar 1, materac Naturhike i zestaw do parzenia kawy. Waga bagażu z przodu to raptem 1700 gram.

3 – Torba w ramie Blackburn Outpost Elite. Najnowszy nabytek, zakupiony po kilku miesiącach bardzo dobrych doświadczeń ze starszą siostrą. Model w rozmiarze L jest niezwykle lekki i pojemny. Idąc od dołu zmieścił skarpety wodoodporne (które trochę miejsca potrzebują), owiewki, nogawki, rękawki, apteczkę i kosmetyczkę, ręcznik, folię NRC, kurtkę i spodnie wodoodporne. Na górze bez problemu zmieścił się jeszcze dron, wraz z dodatkowymi akumulatorami i ładowarkami USB. Z boku trzymam dokumenty, dłuższe trytytki i vlepy, by świat się dowiedział gdzie byłem 🙂

4 – Praktyczna torebka, która idealnie mieści powerbank 20 000 mAh, duży telefon, chusteczki nawilżane, klucze i inne podręczne drobiazgi.

5 – Food bagi – czyli miejsce w którym przechowuję jedzonko 🙂

6 – Napęd – bo o to też pytacie 🙂 Sram Apex 1 (42×11-42), hamulce i tarcze TRP Spyre-C, klocki ceramiczne od znanego YouTube-ra 🙂

7 – Koła składane z komponentów DT Swiss: obręcze R500db, piasty DT350 i szprychy Competition. Na nich nałożone opony tubeless Vittoria Terreno Zero 650×47 z mlekiem Trezado.

8 – Narzędziownik – czyli miejsce na zapasowe części: klocki hamulcowe, dętka, łyżki, zestaw naprawczy do tubeless, zapasowy wentyl, łatki samoprzylepne, trytytki, taśma izolacyjna, przejściówka Presta/Schroeder, olej.

9 – Lemondka – ani typowo turystyczna, ani typowo czasowa. Taka w sam raz, która pozwala na wygodną jazdę w kilku pozycjach. Kupiona w niebieskim markecie sportowym.

10 – Gaz pieprzowy – nigdy nie wykorzystywałem, ale lepiej być przygotowanym

11 – Jeszcze jeden świeży patent, pozwalający trzymać bidony zamocowane do siodełka.

Na zdjęciu nie widać oświetlenia. Moim głównym światłem jest Mactronic Noise 2 z przodu i Mactronic Walle z tyłu, zaś w zapasie trzymam akumulatorowe Ravemen i SeeSense.

* – umiarkowanie szybko 🙂

Podróże

The Socially Distanced

Klasyk Południa. Tak kolarska społeczność Wrocławia i okolic nazywa pętlę wokół wznoszącej się nad okolicą Ślęży. Ilość możliwych konfiguracji takiej rundy jest spora i powiększa się z każdym rokiem, wraz z kolejnymi remontowanymi drogami. Klasycznie, znaczy po asfaltach i to najlepiej idealnie gładkich, których na Dolnym Śląsku nie brakuje. …a jakby tak zrobić go zupełnie nieklasycznie? Z wykorzystaniem gravela i ścieżek niekoniecznie asfaltowych?

(więcej…)
Podróże

Velo Dunajec – czyli ładniej w Polsce się nie da

Jeśli usiądziesz pod ładnym parasolem to poczujesz się jak na wakacjach. Nieważne, czy będzie to przytulny taras, ogród, czy balkon. Uruchamiając wyobraźnię, poczujesz się jak w słonecznym kurorcie gdzieś na końcu świata. Poczujesz się zrelaksowany i odprężony, bo tak naprawdę najwięcej radości czerpiesz z przebywania na zewnątrz, prawda? Oczywiście, długie podróże po nieznanych terenach to zupełnie coś innego, ale jeśli nie jest to możliwe, dość łatwo podróżniczo-wakacyjną atmosferę można przenieść do własnego ogrodu. W szczególności, gdy ten ogród – jak się okazuje – wcale nie jest Ci znany.

(więcej…)
dlouhe strane
Podróże

Jeseniki i bikepacking to zawsze najlepsza przygoda

Czy masz jakieś plany na weekend? – to pytanie, w szczególności w tym roku wywołuje we mnie nieokreślone uczucie, będące mieszanką rozdrażnienia, irytacji i bezradności. Odpowiedzieć, że nie mam będzie dość dużym nadużyciem, bo w aplikacji Komoot czeka co najmniej kilkanaście śladów gotowych do natychmiastowego wykorzystania. Zdanie twierdzące byłoby wprawdzie prawdziwe, ale obarczone sporym ryzykiem odwołania planów w ostatniej chwili. Na szczęście tym razem plan udało się zrealizować, i to z nawiązką.

(więcej…)
Podróże

Zachwycająca kraina nad Orlicą

Odwiedzenie kraju Pardubickiego, oraz Gór Orlickich czyli obszarów ściśle związanych z przepływającą tam rzeką Orlicą obiecałem sobie już dość dawno temu, podczas powrotu z alpejskiej wyprawy Tour de Dreams. Wówczas, tylko przez chwilę cieszyłem oczy genialnymi widokami, które można tam odkryć. W końcu czas i pogoda pozwoliły, by nadrobić zaległości. Dwa dni, ponad 270 kilometrów w nogach oraz ponad 3000 metrów wspinaczki – tak wyglądają liczby, a jak wygląda kraina nad Orlicą? Zapraszam do lektury.

Miejscem startu i mety było dla mnie Międzylesie, małe miasteczko na południe od Kłodzka, tuż przy granicy z Czechami. Otoczone z każdej strony górami, zachwyca możliwościami spędzania aktywnie czasu i naładowania akumulatorów, nie tylko na rowerze. Po opuszczeniu dworca kolejowego, udaję się w kierunku południowo-zachodnim, do przysiółka Kamieńczyk i turystycznego przejścia granicznego. Stosunkowo niedawno wyremontowana droga pozwala przejechać na drugą stronę granicy bardzo komfortowo. Chociaż nie. 15% jakie doświadczymy tuż przed wjazdem do Czech potrafi zaboleć i zmęczyć dość solidnie. Na szczęście zjazd do Mladkova jest szybki, szeroki i bezpieczny.

Zmierzając do Letohradu natrafiam na zamkniętą drogę. Nie ma tego złego – bo znaleziony naprędce objazd przez Klášterec nad Orlici zapewnia genialną panoramę na rozpościerające się po horyzont góry. Tam też wjeżdżam w sieć rowerowych ścieżek, którymi będę jechał już w zasadzie do końca dnia. Pierwsze kilometry prowadzą jeszcze po wiejskich, spokojnych i pustych uliczkach. Ale od Letohradu czeka na mnie przeznaczona tylko dla rowerzystów, genialna asfaltowa trasa nr 18 z której chętnie cykliści korzystają. Co chwilę mijam kolejne małe budki “piwne” w których można uzupełnić braki energetyczne. W takim klimacie docieram do miejscowości Choceň.

Cyklostezky

Mapa sieci czeskich szlaków rowerowych oznaczonych charakterystycznymi żółtymi tablicami, jest dostępna pod adresem: http://www.cykloserver.cz/

Góry już praktycznie zostały za mną, jadę po płaskowyżu, który niespecjalnie powinien sprawiać kłopoty. Powinien, ale porywisty południowo-zachodni wiatr sprawia, że jest inaczej. Dodatkowo, intensywne słońce skutecznie wyczerpuje moje pokłady energii. Byle górka wygląda jak Przełęcz Karkonoska, a ja wyczekuję jakiegoś lasu, którego orzeźwiający cień pozwoli odetchnąć od słonecznych promieni, a same drzewa przynajmniej trochę zatrzymają porywy wiatru.

Za miejscowością Bělečko opuszczam Kraj Pardubicki wjeżdżając na kolejną genialną rowerową autostradę, która doprowadzi mnie do Hradec Kralove. Znów mijam tłumy innych rowerzystów, którzy ukrywają się przed upałem w leśnych knajpkach z piwem, oraz zachwycają się… dzikami w rezerwacie tuż obok ścieżki.

Hradec Králové, który jest jednym z większych ośrodków miejskich północnych Czech. Jest również istną gratką dla wielbicieli wyjątkowej architektury, zarówno tej dawnej, jak i współczesnej. Miasto to może poszczycić się wieloma kubistycznymi i renesansowymi domami o pastelowych kolorach. W okresie renesansu pracowało tu wielu czeskich i zagranicznych uczonych oraz rzemieślników, którzy zbudowali tu znaną dominantę Hradca – Białą Wieżę, czyli renesansową dzwonnicę. 

Obowiązkowym punktem w wycieczce po tym mieście jest otoczona murem zadbana, częściowo zbudowana w stylu secesyjnym starówka, której uroku dodają liczne kamieniczki z podcieniami. Nie da się pominąć górującej nad rynkiem przepięknej gotyckiej Katedry ducha świętego (Katedrála Sv. Ducha), ratusza i wspomnianej dzwonnicy.

W Hradec Kralove swoje ujście do Łaby ma też Orlica. Od teraz jadę wzdłuż Łaby kolejną spokojną i przyjemną ścieżką rowerową. Cały Szlak Łabski ma ponad 1000 kilometrów, z czego w samych Czechach około 400. Z Szpindlerowego Młyna można dotrzeć brzegami Łaby aż do Morza Północnego. Ja dotarłem “nieco” bliżej, bo w okolicach miejscowości Jaromer odbiłem w kierunku polskiej granicy. Dość mocno zmęczony zatrzymałem się na campingu w Nachodzie.

Drugi dzień poświęciłem na odwiedzenie polskiej części Gór Orlickich, a konkretniej przejazdu kultową “Autostradą Sudecką”, rozciągającą się od przełęczy Polskie Wrota aż do Międzylesia. O poranku, tuż po wschodzie słońca ruszyłem jednak najpierw sprawdzić ukryte w okolicach Kudowy-Słone ścieżki systemu Singletrack Glacensis. W pobliżu przysiółka Brzozowie znajdują się cztery pętle o różnym stopniu trudności. Tego dnia zdobyłem jeszcze Jagodną, również korzystając z singla. Niezmiennie polecam przejechanie przynajmniej w pewnym stopniu (cała sieć ma blisko 300 kilometrów z trasami dojazdowymi) tych tras, które moim skromnym zdaniem są przykładem świetnie wydanych pieniędzy.

Ale wróćmy na trasę. Autostrada Sudecka, czyli droga wojewódzka nr 389 Stokami Orlicy wspina się do Zieleńca, osiągając najwyższą wysokość 925 m n.p.m. Ten odcinek biegnący przez Góry Orlickie nosi nazwę Drogi Orlickiej. Dalej zjeżdżamy w dolinę Dzikiej Orlicy i przez wsie Mostowice i Lasówkę docieramy do rozwidlenia. DW 389 skręca na południowy wschód, w Góry Bystrzyckie, wspinając się na Przełęcz Spaloną. Podjazd jest łagodny i przyjemny w podjeżdżaniu, nawet z kompletem tobołków przypiętych do roweru. Na przełęczy uciekłem na eksplorację singla, a z powrotem wróciłem na asfaltową jezdnię pieszym szlakiem. To chyba jeden z najgorszych fragmentów asfaltowej nawierzchni, jaką jechałem w swoim życiu. Droga zniszczona przez spadające kamienie spowalnia i powoduje mnóstwo frustracji. Nie trwa to jednak długo, a na Przełęczy nad Porębą odbijam w prawo na całkiem gładki i nowy asfalt. W takim klimacie docieram do Międzylesia, kończąc naprawdę udany weekend.

Eksplorację tych terenów polecam każdemu, a że jest gdzie jeździć, przekonał mnie Maciek Hop, który spędził w Orlicach nieco więcej czasu.


A jak jest w Krainie nad Orlicą? O tak właśnie:

odra nysa
Podróże

Szlak rowerowy Odra-Nysa

Szlak rowerowy Odra-Nysa to jedna z propozycji na wakacyjną rowerową przygodę, jaką polecają inni cykliści. Trasa rozpoczyna się w czeskiej Nowej Wsi i biegnie przez ponad 640 kilometrów wzdłuż brzegów Nysy Łużyckiej i Odry do samego Bałtyku. Korzystając z pięknej pogody pierwszego wakacyjnego weekendu, wybrałem się sprawdzić, czy ta ścieżka faktycznie jest godna polecenia.

(więcej…)
Podróże

Izery – kraina idealna dla gravela

Góry Izerskie na turystycznej mapie Polski nie zajmują zaszczytnego miejsca. Daleko im do tatrzańskich strzelistych skał, czy choćby będących tuż obok Karkonoszy. W świadomości przeciętnego turysty są mekką narciarskich biegaczy ściągających tłumnie każdej zimy do Jakuszyc. Rowerzyści kojarzą je przede wszystkim z siecią ścieżek singletrack. Ale Izery to zdecydowanie więcej, Izery to idealna kraina do gravelowej eksploracji.

(więcej…)
zamek olsztyn
Podróże

Orle Gniazda po mojemu!

Jura Krakowsko-Częstochowska jest niezwykłą krainą, pełną skalistych posągów natury i zamków warownych, zwanych Orle Gniazda. W czasach średniowiecznych stanowiły system obronny ówczesnej Rzeczpospolitej, a warownie wzniesione na trudno dostępnych skałach, były tak rozlokowane, że mogły się wzajemnie informować o nadciągających zagrożeniach. Dzisiaj zamki są ruinami, a szlak jest idealnym miejscem na doświadczenie rowerowej przygody i spędzenie czasu w bardzo ciekawym i malowniczym terenie.

(więcej…)
race through poland
Podróże

#rtp2020 odbyło się indywidualnie

– Ale jak to nie będzie Race Through Poland? – moje wewnętrzne ja wyrwało mnie w środku nocy ze snu, zadając właśnie to pytanie. Przecież to nie może się tak po prostu nie odbyć! – Pomyślałem sobie w duchu. Pandemia, pandemią. Ścigać się nie możemy, ale jechać przecież tak! Nie musiałem się długo zastanawiać, trasa była gotowa, wystarczyło z niej skorzystać. Może nie w pełnym wymiarze, bo przy obecnie pozamykanych granicach byłoby to niemożliwe – ale przynajmniej na tyle, by poczuć namiastkę prawdziwego RTP.

(więcej…)